Pierwsze podejście:Teoria 0 błędów, cała grupa przeszła na plac

Czasu oczywiście jest bardzo dużo, wszyscy chyba skończyli wcześniej

Na plac przyszło mi troszkę poczekać (około godzinki), wylosowałam kierunkowskazy i gdzie i jak się sprawdza poziom płynu w spryskiwaczach. No i tu pierwsze nerwy zrobiły swoje, bo po prostu włączyłam kierunkowskazy, widziałam je na wyświetlaczu, że są włączone i mówię, że ok

DD No to egzaminator mi się pyta czy aby na pewno? Po chwili opanowania wpadłam na to, że przecież muszę wyjść i sprawdzić te kierunkowskazy

DD Wierzcie mi, że to pierwsze zadanie jest banalne, ale nerwy robią swoje

Na łuku zrobiłam swój sztandarowy błąd, czyli nie wjechałam całym samochodem w kopertę (za łukiem), bo zawsze miałam wrażenie, że już prawie maska jest na słupku, a tam masa miejsca jeszcze była. Pan kazał się zatrzymać, przesiedliśmy się i ustawił ponownie samochód i druga próba

Drugi raz na szczęście poszło bezbłędnie. Uffff... Jeśli chodzi o przygotowywanie się do jazdy na łuku to można w spokoju się przygotować, bo egzaminator i tak nie siedzi w samochodzie, w sumie to chyba sprawa zdającego jak sobie ustawi lusterka, ważne żeby i na placu i mieście w nich widział to co ma widzieć

Po łuku przyszedł czas na górkę, ja jadąc na nią migałam (tak ku w razie W), nie wiem czy tak jest prawidłowo, nas na kursie uczyli żeby migać. Trzeba także uważać przy wjeździe na górkę, bo ona ma takie wysokie "krawężniki" po bokach, więc trzeba się troszkę wcześniej "zadać" żeby w mnie nie uderzyć. Na górce też poszło mi bezbłędnie, ćwiczyłam na prawdziwej górce (ul. Ugory) w porównaniu do tej word'owskiej

więc nie miałam z nią problemu

Po przejechaniu górki egzaminator znowu wypowiada swoją formułkę i jedziemy na miasto

Nie denerwowałam się zbytnio, bo traktowałam to pierwsze podejście bardziej jako próbę

Jak widziałam wcześniej te zapłakane i zrozpaczone osoby to wolałam się w ten sposób nie nastrajać, jak zdam to zdam jak nie to nie świat się nie zawali i wierzcie mi tak jest najlepiej

Ogólnie to byłam z siebie dumna, bo jak siedziałam w poczekalni to widziałam, że niestety mnóstwo osób nawet z placu nie wyjechało
Co do trasy to dokładnie jej nie opiszę, ale tak mniej więcej:
Wilczak (cały czas prosto, aż do okolic pętli tramwajowej), potem w lewo w
Szelągowską (i tu kupa śmiechu, bo 50 trzeba jechać a samochody przed nami jadą co najmniej 70

DD, jest też sporo odcinków z podwójną ciągła, więc czułam się jak zawalidroga

), co do reszty tras to już głowy nie dam jak dokładnie jechałam, napiszę tylko nazwy ulic, którymi na pewno jechałam, ale nie wiem czy chronologicznie:
Armii Poznań, Aleja Niepodległości, potem na pewno w lewo w Solną (na szczęście czerwone światło i mogłam popatrzyć sobie jak jadą samochody przede mną (te które się załapały jeszcze na zielone), czerwone światlo naprawdę jest świetne, bo można się zastanowić co dalej

)tutaj rada dla tych co mają problemy przy skręcaniu w lewo, zwłaszcza na dużych i nieznanych krzyżówkach, jak ktoś ma problemy z tym jaki tor jazdy itp. to radzę już wcześniej spoglądać na samochody jadące przed nami w tym samym kierunku, oczywiście nie wjeżdżamy jak już kilka samochodów wjechało Potem na pewno była
Al. Marcinkowskiego, 23 Lutego,
rondo na Cyryla, na rondzie na pewno w prawo
w Młyńską, w tych okolicach trzeba uważać na wszędobylskie STOP-y!!! (niektóre ciężko zauważyć), potem nie pamiętam dokładnie, ale na pewno kręciliśmy się po uliczkach w okolicach Cyryla (chyba
Nowowiejskiego, Plac Wolności), dalej na pewno
3 Maja koło Empiku, potem św. Marcin, okolice Kupca Poznańskiego, no i tutaj ferlana
Krysiewicza na której niestety oblałam. Jechałam Krysiewicza w górę w kierunku Ogrodowej, w pewnym momencie krzyżują się Krysiewicza/Piekary/Ogrodowa i tam jest od strony Krysiewicza znak stop (jeszcze znak, że jesteśmy na podporządkowanej), nie widziałam linii od STOP-u więc zatrzymałam się przed samym znakiem i dla bezpieczeństwa przy drodze poprzecznej, żeby było śmieszniej to z ręcznego tam ruszałam, bo miałam wrażenie , że się stoczę, na Ogrodowej są tak cudownie popakowane samochody, że widoczność jest tam po prostu fatalna, no i właśnie od Ogrodowej jechał samochód, facet widocznie zagadany przez komórkę uśmiecha się i kiwa głową, że mam jechać no to ja gaz i w tym momencie dostałam po hamulcu

Egzaminator stwierdził, że to „nie było jednoznaczne”, że miał mrugnąć światłami (ciekawe jak, w jednej ręce komóra, w drugiej kierownica i jeszcze górka

DD), no i jeszcze powiedział :”w sumie to mogłem to pani uznać, ale…” no to wóz albo przewóz

Całą drogę do ośrodka pan się tłumaczył, że niby widział, że za tym, co mnie wpuszczał denerwowali się już inni kierowcy i mogli go wyprzedzić w momencie jak ja ruszałam i byłoby bum

(wyprzedzanie na krzyżówce

DD) i tak całą drogę bla bla bla…
Nie miałam żadnego ronda, parkowania, zawracania a czas egzaminu praktycznego to 50 minut Parę razy zgasł mi też samochód (na co dzień jeżdżę dieslem i w ogóle nie słyszałam silnika

), no i jeszcze brak dynamiki, czasem zbyt gwałtowne hamowanie – takie były uwagi końcowe.
Drugie i ostatnie podejście miałam wczoraj o 8.00, nerwy już były większe, bo jak pomyślałam, że na takiej głupocie znowu mogę oblać to tak do końca świata by można

Ale na szczęście nie zdążyłam się nakręcić, bo mnie wywołaną jako pierwszą, egzaminator miał chyba ubaw jak moją przerażoną minę zobaczył

Tym razem wylosowałam klakson (Jeee

) i światła przeciwmgielne tylne, znowu jakieś zamotanie w mojej głowie nastąpiło, bo włączyłam drogowe

ale pan pozwolił mi się poprawić
Na łuku udało się za pierwszym razem, ale nieźle musiałam dokręcić przy wyjeździe tyłem z łuku (patrzę a w jednym lusterku odległość od linii ogromna a w drugim już przy linii ale udało się. Aha, jeszcze mogę powiedzieć, że trafiłam na ten wspominany wcześniej samochód z klikającym sprzęgłem

Nie wiem co to za dziwactwo :-0 Na górce też mała wpadka, bo przy pierwszej próbie zgasł mi samochód, ale za drugim razem nie pożałowałam gazu i było ok
Wyjazd na miasto, tym razem trasa była banalnie prosta w porównaniu do poprzedniej, bo jeździłam głównie po Winogradach (wszystkie ulice znałam z kursu), jechałam
Wilczakiem z ośrodka do
Serbskiej, cały czas prosto, potem do
Ronda Solidarności i tam w lewo,
Murawa, potem chyba w lewo do
Słowiańskiej, dalej niestety nie pamiętam, ale tak niechronologicznie: drugi raz miałam
na Rondzie Solidarności w lewo, potem w prawo w osiedlową (30 tam była), zawracanie z wykorzystaniem biegu wstecznego na
ul. Zagonowa (tam dużo L-ek ćwiczy),
ul. Wyżyny (koło kościoła) – tam chyba sprawdzał znajomość znaków STOP

, na szczęście mój egzaminator też mnie tam zabierał często. Miałam kilka skrętów w lewo, kolizyjnych i bezkolizyjnych, parkowanie skośne miałam na ulicy Murawa.
Z problemowych sytuacji to miałam np. taką, że dojechałam do krzyżówki na małej osiedlowej ulicy i miałam ustąp pierwszeństwa, więc się zatrzymuję, bo L-ka nadjeżdża z prawej, a L-ka też się zatrzymuje i stoi, no to ja twardo stoję i mówię do egzaminatora, że to ona ma pierwszeństwo, ruszyła chyba dopiero po dwóch minutach (w takich nerwach naprawdę można odruchowo ruszyć i po egzaminie

), raz mi zgasł samochód, raz przejechałam na pomarańczowym (jakiś dziwny cykl był, bo ledwo czerwone zgasło, zapaliło się zielone i momentalnie pomarańczowe), najgorszy błąd który mógł mnie w zasadzie kosztować zakończenie egzaminu był taki: jechałam 50 i egzaminator mówi, że mam skręcić w lewo, no i mój błąd, że nie spojrzałam na znaki jak idą pasy i odruchowo wjechałam na skrajny lewy pas, a było zielone więc nie było czasu na zastanowienie (były dwa pasy do skrętu w lewo, więc powinnam zając prawy) no i z tego skrajnego lewego na zjeździe z krzyżówki wjechałam sobie na prawy (Ups!:-/) i do tego na trzecim biegu, lekko straciłam panowanie nad samochodem , na szczęście nikt tym prawym pasem nie jechał i nie wymusiłam, ale mogło być źle

, pan powiedział tylko „proszę pani, niech pani panuje nad samochodem”. Na pewno dwa razy jechałam też
Lechicką, no i tam oczywiście trzeba pokazać, że umie się jechać więcej jak 50 i używać więcej jak 3 biegów

DD Do WORDU wjechałam właśnie od strony Lechickiej, zatrzymałam się przy wjeździe, bo tam ludzie jak święte krowy stoją

i czekam aż się rozejdą i już moje nerwy sięgały zenitu (nie wierzyłam, że przyjechałam tam na miejscu kierowcy) no i czułam że zgaśnie mi samochód pod tą górkę, więc wjechałam z ręcznego

Zaparkowanie samochodu i pan mówi: „wynik egzaminu pozytywny, ale…” i zaczął mnie pouczać na temat tego skrętu w lewo i tego, że za długo mam włączony kierunkowskaz na rondzie przy skręcie w lewo, tylko słuchałam, kiwałam głową i się powstrzymywałam od wybuchnięcia płaczem

DD
Cały egzamin noga na sprzęgle tak mi drżała, że nie mogłam tego opanować. Nie da się po prostu opisać tej radości, do dzisiaj mam w głowie słowa egzaminatora: „wynik pozytywny” i tą magiczną pieczątkę

DD
Życzę wszystkim zdającym powodzenia, przede wszystkim to trzeba sobie wmówić, że jak nie zdam to przecież świat się nie zawali, zawsze jest poprawka, a niestety często wynik egzaminu nie jest adekwatny do naszych umiejętności Trzeba się naprawdę maksymalnie skupić podczas egzaminu, powtarzać sobie w myślach (rozglądam się, szukam wzrokiem przejść dla pieszych, szukam znaków, pasów właściwych), i udawać że jedziemy sami i to od nas zależy czy cało i zdrowo dojedziemy na miejsce

Ostatnio instruktor mi uświadomił, że to oblewanie z jednej strony nie jest takie złe, bo w końcu nikt nie chciałby potem na drodze spotkać się z takim wymuszającym pierwszeństwo, przejeżdżającym na czerwonym itp. A jak już wieziemy dzieci, rodzinę, znajomych to szczególnie!