Poniewaz ja nie z PL i nie ma mojego osrodka to chwale sie tutaj. Zdalam wczoraj egzamin praktyczny za pierwszym razem. Ale jestem z siebie dumna:) I dziekuje wszystkim za kciuki:)
Zdawalam egzamin w Londynie, na Isleworth. Egzamin mialam o 10.15, instruktor przyjechal po mnie o 9.00. Zajrzalam jeszcze pod maske, zeby sobie przypomniec gdzie sa te wszystkie plyny i w droge. Niedaleko osrodka potrenowalam wszystkie manewry, zawracanie, parkowanie rownolegle i jazda tylem po luku. Tutaj nie zdaje sie na placu manewrowym tylko na zwyklej bocznej drodze, wybiera sie zakret i juz. Jazde tylem skopalam dokladnie, zrobilam za 3 razem, parkowanie rownolegle za 2. Instruktor zaczal mnie pocieszac, zeby nie martwic sie na zapas, tylko koncentrowac na tym co w danej chwili robie. W osrodku rowno o 10.15 zaczeli wychodzic egzaminatorzy i wywolywac delikwentow :wink: Trafilam na pana w srednim wieku z niesamowicie arystokratycznym akcentem. Taki "ultra posh". Co on tam robil jako egzaminator? Zubozaly ksiaze, czy co? Formalnosci minimum, zerkniecie na moje tymczasowe prawko i marsz do samochodu. Po drodze pytanie na temat jak sprawdzic hamulce i inne takie. Potem kazal przeczytac numer rejestracyjny z daleka - to zamiast zaswiadczen od okulisty. Wyruszamy i jedziemy - a to w prawo a to w lewo. Ten jego gleboki arystokratyczny glos niesamowicie uspokajal:) Za pare minut kazal zjechac na lewo i zrobic zawracanie- wyszlo idealnie. No ale jeszcze jeden manewr do zrobienia. Jedziemy przez rozne ronda. Zaliczam nawet maly sukces, bo zauwazam z daleka ciezarowke i poslusznie czekam, zeby ja przepuscic. Egzaminator cos sobie notuje, nie wiem co. Potem znowu zjazd na lewo i nastepny manewr - parkowanie rownolegle. Wyszlo idealnie:)) Nadzieja wstepuje we mnie i wtedy zaliczam okropny zakret w prawo w waska uliczke, po lewej zaparkowany , juz poobijany samochod i jeszcze facet, ktory z mojej prawej pcha sie pod kola (nie bylo to przejscie dla pieszych). Odbijam w lewo i ostro hamuje modlac sie, zeby nie walnac w ten samochod. Uff, nie walnelam, ale widze, ze egzaminator cos notuje i jestem juz pewna, ze oblalam. Ale staram sie dalej skupic i jechac najlepiej jak moge. Dalsza jazda bez emocji i powrot do osrodka. Zaparkowalam i slysze ..." gratuluje, bardzo dobrze jezdzisz, zdalas". Ja w szoku i pytam sie jeszcze raz, jak blondynka zreszta :wink: Na 15 dopuszczalnych drobnych bledow zrobilam 7. Strasznie jestem szczesliwa. Potem instruktor odwiozl mnie do domu, bo tutaj taka jest zasada, ze po egzaminie, zwlaszcza zdanym , nie dawac kursantowi kierownicy do rak, zeby w euforii nie spowodowal wypadku.
Po powrocie do domu, okazalo sie, ze moj maz juz dzien wczesniej kupil mi zielone P:) Tak we mnie wierzyl, chociaz tydzien wczesniej powiedzial, ze jedyna moja szansa na zdanie jest zalozenie krotkiej spodnicy :shock: No, ale wtedy walnelam o kraweznik i nawet nie wiedzialm skad tam sie wzial.
Nie zdawalam nigdy prawka w Polsce, ale jedna roznice zauwazylam. Tutaj egzaminator nie ma prawa podniesc glosu na zdajacego. Wylecialby z pracy wczesniej nizby skonczyc krzyczec.
Trzymam kciuki za reszte zdajacych:)
Acha, chcialam jeszcze dopisac, ze moge juz jezdzic, chociaz prawko przyjdzie poczta za jakis 3 tygodnie. Mam certyfikat , ze zdalam i to on ten czas zastepuje prawko.