WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Tutaj możesz umieścić informacje i opinie dotyczące danego ośrodka egzaminacyjnego oraz zdać relację z egzaminu.

Moderatorzy: ella, klebek

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez syropklonowy » wtorek 06 września 2016, 14:00

Egzamin na Radarowej

1 podejście 12.08.16 : Teoria+Praktyka- Teoria zdana Praktyka Oblana
2 podejście 2.09.16 Praktyka Zdana

Witam, sam korzystałem z tego forum, więc wypada może napisać parę słów odnoście mojej przygody z prawem jazdy. Na kurs zapisałem się w kwietniu w szkole "Linia",odział na Ursynowie. Szkołę oceniam tak na 4/5. Instruktorzy raczej spoko. Jeździłem głównie z Bogdanem i Andrzejem. Szczególnie polecam Andrzeja bo wiem, że szkolił się na egzaminatora WORD na Odlewniczej i sam przeprowadzał już prawdziwe egzaminy Państwowe pod okiem egzaminatorów z WORD-u (Przynajmniej tak mi mówił) i stwierdzam, ze naprawdę uczy wzorowo. Minus jest taki, ze w Linii pracuje dorywczo, więc ciężko się z nim umówić, ale ja mimo to wyjeździłem z nim ok. 10 godzin, więc jest szansa :). Dobra do rzeczy. Po 30 godzinach zdałem egzamin wewnętrzny i zapisałem się na egzamin państwowy na Radarową. Teorię zdałem za pierwszym razem (69/74) i muszę przyznać, ze robiłem tylko testy które dostałem na kursie (Płytka z grypy IMAGE-Pytania IDENTYCZNE jak na egzaminie, nawet te same zdjęcia i filmy). Teorie zacząłem katować tak ostro jakoś 4 dni przed egzaminem. Robiłem sobie codziennie ok. 3-4 godziny testów, uczyłem się znaków, skrzyżowań itp. To wystarczyło. 1 Egzamin praktyczny miałem jakoś godzinę po teorii. Byłem mocno zestresowany, niewyspany (egzamin na 10, wiec wstałem już o 6 z nerwów), dodatkowo 2 tygodnie przed egzaminem rozstałem się z długoletnią partnerka, wiec dochodziło jeszcze złe samopoczucie :/. I tu moja rada. Pamiętajcie o tym by zadbać o sen, solidne śniadanie i dobry humor. Dzień przed egzaminem spotkajcie się z kimś bliskim (przyjacielem, dziewczyną/chłopakiem), poproście kogoś by z wami przyjechał do ośrodka. Mi to pomogło przy drugim podejściu, ale o tym za chwile. Wracając do sprawy 1-ego egzaminu, mój największy błąd polegał na tym, ze miałem prawie miesiąc przerwy w jazdach i nie wziąłem sobie zadnych jazd doszkalających. Jedyny kontakt z samochodem przez ten czas to jazda na działce z ojcem i ciotką ich samochodami oraz ćwiczeniu łuku na samochodzie kolegi. I tu kolejny błąd z mojej strony. Każdy samochód jest inny. Inaczej chodzi sprzęgło , inna jest moc silnika. Gdy wsiadłem w Hyundaia, przez parę minut nie mogłem kompletnie wyczuć tego samochodu. Pamiętajcie tez, ze większość szkół jazdy ma samochody na gaz, a te egzaminacyjne są na benzynę, więc mają większą moc. Padał straszny deszcz, wszyscy, którzy byli przede mną wracali na tarczy. Zacząłem myśleć negatywnie i jeszcze bardziej się denerwować. Mimo to Łuk i górkę zaliczyłem bez problemów i wyjechaliśmy na miasto. [code]Egzaminator: Marek Sztandera. Małomówny. Konkretny. Sprawiał wrażenie gburowatego, ale po egzaminie okazał się dość sympatyczny. Na mieście pojeździłem z 10 minut. Z radarowej w lewo w Hynka potem zawracanie na Rondzie, które wykonałem źle gdyż zamiast zawrócić pojechałem na pamieć i zrobiłem ślimaka w stronę centrum i tam kazał mi zawrócić na skrzyżowaniu Lechickiej z Bakalarską(Obecnie jest tam remont, wiec jest chyba jeszcze nie czynna). Niestety stał tramwaj, ja kompletnie nie wiedziałem co mam zrobić jakiś koleś z tyłu zaczął trąbić, wybił mnie z rytmu. Podjechałem pod te tory za daleko: Hamulec. Stworzenie zagrożenia kolizji z tramwajem. Dziękuję. Do widzenia.
Nie poddałem się. stwierdziłem, ze nie ma co się uczyć na innych samochodach, ani podchodzić nerwowo do sprawy. Zapisałem się na kolejny egzamin. Wziąłem sobie 10 h jazd doszkalających w OSK "Jedynka" z instruktorem Grzegorzem (polecam), katowałem z nim przez te 10 godzin trasy egzaminacyjne (Głownie rondo Wojnara, skręty w lewo w Grójecką, jednokierunkowe i parkowania). Ostatnie 2 godziny wziąłem dzień przed egzaminem i to był strzał w dziesiątkę. Zrobił ze mną egzamin próbny. Nabrałem pewności siebie i ogarnąłem, że umiem przecież jeździć wiec musi być dobrze (Pozytywne myślenie jest bardzo ważne). Wieczorem spotkałem się z kumplem. Na noc włączyłem sobie ulubiony serial. Pograłem na Playstation. Starałem się nie uczyć ani nie myśleć o tym wszystkim bo to i tak nic nie da parę godzin przed. Zasnąłem jak dziecko. Rano wstałem wypoczęty. Zjadłem śniadanie, czekoladę, wypiłem izotonika. i pojechałem z moją ciocią, która mnie bardzo wspierała na egzamin. Czekałem w ośrodku jakieś 40 minut (Egzamin na 9 rano tak tez jeździłem na jazdach doszkalających) Egzaminator Waldemar Bartoń (Czytałem kiedyś na forum, ze straszny gbur i prostak, ale szczerze to był po prostu profesjonalny) Wylosowałem klakson i kierunkowskazy (Pamiętajcie, że trzeba włączyć OBA i pokazać). Przygotowanie do jazdy. Była ładna pogoda wiec poinformowałem go, ze będę jeździł na światłach dziennych(a i ważne gdy spyta was czy zasady egzaminu są znane, warto dowiedzieć się jak to jest z uprzejmością kierowców, którzy nas puszczają, żeby nie było problemów czy jechać czy nie).Łuk i górka bez problemów. Gdy zjeżdżałem z górki widziałem jak moja ciocia z daleka pokazała mi kciuk w górę, ja pokazałem jej to samo uśmiechnąłem się do siebie i zszedł ze mnie cały stres(Dlatego ważne jest by być w tym dniu z kimś bliskim). Wyjechaliśmy w prawo w Radarową. Później w lewo w Lechicką i w prawo w Strubiczów. Następnie lewo w Grójecką i w prawo w Racławicką. Na skrzyżowaniu równorzędnym w Prawo i tam parkowanie prostopadłe w lewo wyjazd i zwrotka prosto Racławicką w Sierpińskiego. Następnie w prawo w Korotyńskiego, aż do skrzyżowania z łamanym pierwszeństwem z Mołdawską. Kazał mi pojechać prosto i zawrócić z wykorzystaniem elementu infrastruktury. (Brama Domu pomocy społecznej "Chemik") Następnie w prawo w jednokierunkowa Mołdawską i w lewo (Pamiętajcie na jednokierunkowej w lewo trzymamy się lewej strony) w Pruszkowską. Tam jest mała pułapka. Podwójna ciągła na Pruszkowskiej jest źle namalowana i trzeba uważać by nie najechać na nią przy skręcie. Na Pruszkowskiej kazał mi rozpędzić się do 50 i zatrzymać we wskazanym miejscu (Kierunkowskaz w prawo do krawężnika, zatrzymanie we wskazanym miejscu, lewy kierunkowskaz bo włączamy się do ruchu) i następnie w lewo w Pawińskiego. Tam do znaku "Stop" i w prawo w Koratyńskiego do skrzyżowania z Grójecką, gdzie pojechałem w lewo. Uwaga to skrzyżowanie jest dość trudne (Egzamin za mną jadący na nim oblał) bo jeździ się tam na zakładkę, a nie na mijankę. Warto sobie powtórzyć to i jemu podobne miejsca i dobrze je wyćwiczyć.Następnie prosto do ronda Wojnara tam zawracanie. w Grójecka znowu i skręt w prawo w 1 sierpnia, następnie w prawo w Radarową i zjazd do ośrodka. Omówienie i Zdane :) Jeździłem łącznie 25 minut.
Moje uwagi: Po pierwsze popełniałem kilka drobnych błędów, ale zaliczył mi tylko jeden (Niestosowanie się do sygnalizacji świetlnej), mianowicie miałem zielone na rondzie, ale widziałem ze mogę się nie zmieścić bo samochody stały na styk przy wysepce i bałem się, ze nie zjada a ja zostanę na środku i stworze zagrożenie i tamowanie ruchu. Ponad to zwrócił mi uwagę, ze nie hamuje silnikiem, ale błędu nie zaliczył. Przyznaje tez, że przy zatrzymaniu we wskazanym miejscu, nie zjechałem do krawężnika i nie włączyłem prawego kierunku, mimo to bezbłędnie. Ogólnie powiem, ze gadałem z dziewczyna pod ośrodkiem co czekała na swój 8 chyba egzamin i mówiła mi, ze woli jeździć, ze starszymi, bo to są ludzi ze starej szkoły i nie czepiają się pierdół. A Ci młodzi ambitni, wbrew pozorom są mocno czepialscy. Ale prawda jest taka. Jak jesteś pewny/a swego, umiesz jeździć i nie dasz się ponieść emocją to na pewno zdasz. Najlepiej wyobrazić sobie, ze jedziesz z instruktorem i masz go bezpiecznie dowieść na miejsce. Obserwacja drogi i skupienie to gwarancja sukcesu. Poza tym to nie koniec świata jak nie zdasz. Stres ma Cie tylko motywować, a nie przeszkadzać :) Mam nadzieje, ze moja trochę przydługa historia komuś pomoże. nie dajcie się powodzenia i widzimy się na drodze :)
syropklonowy
 
Posty: 1
Dołączył(a): wtorek 06 września 2016, 11:12

Re: WORD Radarowa

Postprzez globus123 » wtorek 27 września 2016, 22:58

Egzamin teoretyczny: 1 podejście NEGATYWNY
2 podejście POZYTYWNY 71/74
Egzamin praktyczny:1 podejście NEGATYWNY Nieustąpienie pierwszeństwa podczas skrętu w lewo Grójecka/Lechnicka zapomniałem kto ma pierwszeństwo
2 podejście NEGATYWNY Dwukrotne przekroczenie linii na łuku
3 podejście NEGATYWNY Dwukrotne zgaśnięcie silnika na górce
4 podejście NEGATYWNY Nieustąpienie pierwszeństwa podczas skrętu w lewo Pruszkowska/Pawińskiego blokada skrzyżowania, wiedziałem kto ma pierwszeństwo
5 podejście POZYTYWNY

Co do egzaminu teoretycznego nie polecam skupiać się tylko na rozwiązywaniu testów z płyty z grupy IMAGE- pytania według mnie zbyt często się powtarzają przez co można nabrać zgubnej pewności siebie, że jeżeli rozwiązuje się 10 test z rzędu z wynikiem pozytywnym to znaczy, że państwowy też się uda. Po pierwszym teoretycznym poszukałem w internecie innej bazy pytań i znalazłem stronę prawo jazdy 360. Rozwiązałem pierwszy test i wynik wyszedł poniżej 40 punktów. Dałem sobie parę dni przed drugim teoretycznym, rozwiązałem kilkanaście testów i udało się. Po prostu pytania rzadko się powtarzają, pod prawie każdym pytaniem jest wyjaśnienie, konkretne cytaty, stale aktualizują stronę o nowości ( dostęp do baz na stronie płatny 15 zł na miesiąc). Taka ukryta reklama no ale trudno.
Co do egzaminów praktycznych nie mam nic do zarzucenia żadnemu egzaminatorowi. Wszystkie te negatywne podejścia wynikają z mojego dotychczasowego braku umiejętności oraz towarzyszącego stresu ( niestety egzamin to egzamin, niby można sobie to traktować jako kolejną jazdę doszkalającą, mnie to jakoś nie przekonało). Przechodząc do rzeczy wnioski, rady po całym moim cyklu szkoleniowo-egzaminacyjnym:
- Przede wszystkim PRÓBOWAĆ nie stresować się- łatwiej napisać, dużo trudniej zrobić, no ale z drugiej strony też jak się nie daje rady no to absolutnie nie stresować się tym, że ma się nie stresować egzaminem , a się stresuje egzaminem :)
- Jazdy doszkalające to zależy od człowieka, ja absolutnie nie polecam tego samego dnia którego ma się egzamin (sprawy ciepłego posiłku, pewnego zmęczenia samą jazdą doszkalającą) natomiast dzień, dwa przed egzaminem jak najbardziej
- Jak chodzi o Radarową egzaminatorzy nie są nastawieni na to , aby przede wszystkim oblać, sporo wybaczają ( np. w czasie trzeciego egzaminu kiedy wjechałem na kopertę na łuku zapomniałem zaciągnąć ręcznego i samochodem uderzyłem w pachołek, mimo tego nie przerwał wtedy egzaminu, potraktował to jako przygotowanie do jazdy, w czasie czwartego włączanie się do ruchu z ośrodka: skręt w lewo ustawiony byłem przy lewej krawędzi, potraktował jako błąd mógł oblać- wjazd do WORD-u za bramą jest dwukierunkowy, przyblokowałem samochód, który wjeżdżał do ośrodka)
- Jeszcze co do samego ośrodka właśnie- łuki nie są na terenie równym, pamiętać o tym ręcznym na początku łuku, a także, że jak wyjazd z lewo z ośrodka to i tak trzymać się prawej krawędzi-ruch dwukierunkowy
- Pamiętać aby zaraz po pokonaniu skrzyżowania wypatrywać znaków ograniczających prędkość (szczerze jak dla mnie jedna z trudniejszych czynności, ze względu na to, że dochodzi kolejna czynność jaką trzeba zrobić na skrzyżowaniu) nie przejmować się jak nie ma (wtedy wiadomo, że 50 km/h w godzinach 5:00-23:00 w terenie zabudowanym. Uwaga włączając się do ruchu na Radarowej ograniczenie do 30 km/h nie ma znaku
-uwaga na światła drogowe w czasie włączania kierunkowskazów
-uwaga przy przejściach na pieszych- wzmożona czujność, nie dodawać gazu tuż przed, patrzeć na samochody z przeciwnego kierunku zatrzymały się , aby przepuścić pieszych, też się zatrzymać
-jeszcze raz bo to jest to co bez względu na stres na egzaminie trzeba pamiętać uwaga na pieszych,
-znak stop zatrzymać się bezwzględnie, ustąp pierwszeństwa nie trzeba, mnie uczono aby przed tym znakiem zredukować do jedynki, ale przede wszystkim zwolnić na sekundową analizę komu ustępujemy,
- to nieszczęsne pomarańczowe, pamiętać, że przy 50 km/h droga hamowania przy dobrej pogodzie wynosi około 30m, gwałtowne hamowanie na Żwirki i Wigury za sygnalizacją świetlną skończyło się dla mnie błędem
- zmiana pasa ruchu ( ma się to poczucie odległości naszego samochodu od innego albo nie, koordynacja ręka-oko). Trzeba pamiętać, że samochodem jezdzi się na wyczucie, jeśli zmiana na lewy pas w lusterko lewy kierunkowskaz, obserwacja noga cały czas na gazie, jeśli zmiana na skrajny prawy pas pamiętać aby spojrzeć też w lusterko (rowerzyści)
- jeszcze co do samego placu manewrowego- samochodem jezdzi sie na wyczucie,ale mimo wszystko mnie się wydaje, że rzadko kto jako adept potrafi zrobić łuk na wyczucie. Tak więc najlepsza metoda według mnie obrót 360 stopni w prawo kierownicą na wysokości 1/3 szyby przy trzecim prawym pachołku ,
- górka: dodawać gazu!!!! niby można operując samym półsprzęgłem pokonać górkę hyundaiem w wordzie, na ale większej górki się tym sposobem nie pokona. a przecież egzamin egzaminem a potem co?-większa górka i będziemy mieli problem jak nie dodamy gazu. Tak więc wjazd na górkę czterema kołami, stop, zaciągnąć ręczny, zwolnić nożny, gaz 2000-2500 obrotów na minutę ( na obrotomierzu 2). Obrotomierz przy prędkościomierzu( piszę bo, wstyd się przyznać, ale obrotomierz odkryłem dopiero po tym trzecim nieudanym egzaminie, wcześniej po prostu wsłuchiwałem się w pracę silnika).
PODSUMOWUJĄC: Wszystkie te wnioski oczywiście są z mojego punktu widzenia, na bieżąco tworzone po kolejnych niezdanych egzaminach, które uważam mogą być teraz pomocne dla innych. Warto po każdej nieudanej próbie napisać sobie własne wnioski na kartce i przeczytać dzień przed egzaminem. Trzeba też dokonać swojej własnej oceny umiejętności i jeśli ma się poczucie że coś nie wychodzi to prosić instruktora, aby przede wszystkim to poćwiczyć.
POWODZENIA!!!!!
globus123
 
Posty: 1
Dołączył(a): wtorek 27 września 2016, 20:39

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez malgoskabier » sobota 19 listopada 2016, 16:59

Egzamin teoretyczny pierwsze podejście zaliczony
Trzy egzaminy praktyczne wynik negatywny
Czwarty egzamin praktyczny do przodu hura:)

Trzy egzaminy z wynikiem negatywnym były powodem mojej głupoty i naiwności. Myślałam, że idąc na egzamin nieprzygotowana to się uda zdać. Myliłam się :( Na szczęście znalazłam świetnego instruktora, który wszystkiego mnie nauczył i powiedział kiedy mam iść na egzamin.

Egzaminator bardzo sympatyczny, chwalił mnie za wykonywane czynności:

1. począwszy od przygotowania do jazdy,
2. następnie ponoć na łuku bardzo ładnie obserwowałam to co się dzieje dookoła samochodu,
3. również, pochwalił mnie za to, że pięknie:) upewniam się przed każdym ruszeniem,
4. na mieście również otrzymałam kilka pochwał, aż miło się jechało:):):):) rosłam z każdą minutą.

moja trasa egzaminacyjna:

1. z WORD w prawo i w lewo w ul. Annopol
2. prosto na skrzyżowaniu z ul Daniszewską
3. zawracanie z wykorzystaniem wjazdu po lewej stronie
4. prosto ul. Annopol i w prawo na światłach w ul. Bazyliańską
5. w lewo ul. Ogińskiego
6. w lewo ul. Nadwiślańska
7. w lewo ul. Bolesławicka
8. w prawo ul. Bartnicza
9. w lewo ul. Rembielińska
10. w lewo ul. Bazyliańska
11. w prawo ul. Hieronima
12. kółeczko zrobiłam i znalazłam się na Bazyliańskiej
13. dalej Kondratowicza
14. w lewo ul. Łabiszyńska
15. zawracanie na rondzie ze światłami
16. ponownie zawracanie na Łabiszyńskiej
17. skręt w prawo w Toruńską i następnie w prawo w Krasnobrodzką
18. prosto na skrzyżowaniu z Chodecką i tutaj parkowanie prostopadłe
19. w lewo w ul.Chodecką
20. w prawo w ul.Łojewską
21. w prawo w Łabiszyńską
22. w lewo w Toruńską i tutaj przy powrocie do WORD miałam zatrzymać się - i prosto do WORD z uśmiechem na twarzy ale z maksymalnym skupieniem :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D
malgoskabier
 
Posty: 2
Dołączył(a): piątek 11 listopada 2016, 20:30

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez xOxO1 » poniedziałek 19 grudnia 2016, 14:02

Egzamin na Radarowej
Teoria pierwsze podejście- ZDANA
Praktyka pierwsze podejście- OBLANE, (wyjazd z WORDu, skręt w lewo w Radarową, następnie na nakazie w prawo na Hynka, próba wjazdu za sygnalizator na czerwonym świetle-ze stresu zapomniałam, że tam jest sygnalizator !!)
Praktyka drugie podejście- ZDANE!!
Pierwsze podejście do praktyki 25.11.2016, zapisana byłam na 13, wystartowałam ok. 13.40, ale jak już wyżej napisałam-oblałam. Nie pamiętam jak nazywał się egzaminator, ale był chyba? w porządku (nie pojeździłam zbyt długo). Drugie podejście 12.12.16r., egzaminatorem był Pan Sławomir Bakalarski, uśmiechnięty, miły na początku zagaił rozmowę, następnie krótkie i rzeczowe i JASNE polecenia, bez zbędnego gadania i komentowania. Egzamin trwał prawie 50 minut, a wydawało mi się jakbym jeździła niecałe 10 minut. Polecam nie przejmowanie się samym egzaminem, za pierwszym razem bardzo się stresowałam, noga mi latała tak, ze myślałam, że nie zrobię górki, ale udało się, później też nie było lepiej i marny tego skutek. Na drugi egzamin poszłam chora, z katarem i gorączką, pomyślałam: co będzie to będzie, najwyżej nie zdam! A zdałam !! :D więc nie przejmujcie się, wyluzujcie, ale skupcie i róbcie co macie zrobić. Wszystkim, którzy mają egzamin przed sobą życzę powodzenia!
xOxO1
 
Posty: 1
Dołączył(a): poniedziałek 19 grudnia 2016, 13:45

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez Miziol » czwartek 29 grudnia 2016, 01:03

egzamin na Radarowej.
Kurs w Moto Start.
Teoria zdana za pierwszym razem 20.12
Praktyka zdana również za pierwszym 29.12. Egzamin trwał od 12:30 do 13:10. Egzaminator straszy pan jednak bardzo sympatyczny. Szybkie i zrozumiałe polecenia. Dużo chwalił, ale raz też zwrócił uwagę, że zbliżam się do maksymalnej dozwolonej prędkości na danym odcinku. Ogólnie dużo stresu, ale udało się .
Miziol
 
Posty: 2
Dołączył(a): sobota 07 listopada 2015, 14:43

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez cbias » piątek 18 sierpnia 2017, 13:53

Teoria - 9.05.2017 WORD Bemowo 74/74

Praktyka - WORD Radarowa:
1 podejście - 19.07.2017 - Negatywny
Nie ma za bardzo co opowiadać. Silnik zgasł 2 razy przy ruszaniu na łuku i do domu.
2 podejście - 16.08.2017 - POZYTYWNY
Ciepły dzień po długim weekendzie, egzamin w południe - ludzi na ulicach niewiele. Wchodząc na wordowską "werandę" 15 minut przed czasem słyszałem ludzi czekających na egzamin jeszcze z poprzedniej godziny, ale moja kolej nadeszła szybko, bo 5 minut po zaplanowanym czasie. Egzaminator (pan Robert) bardzo w porządku, polecenia wydawane zrozumiale, baaardzo spokojnym głosem, redukującym stres do minimum. Standardowo wsiadamy do samochodu, przedstawienie się itd. Do sprawdzenia sygnał dźwiękowy i światło stop. Wycofuję z miejsca parkingowego i dalej na łuk. Egzaminator dał mi wybór, który z 3 sobie życzę. Wybrałem skrajny prawy i tym razem ruszam bez problemu - zadanie zaliczone bez poprawek Dalej szybko na górkę i potem wyjazd na miasto.

Trasa:
Wyjazd z WORD w lewo Radarową, potem w prawo w Hynka i zawracanie na rondzie Wojnara (Trochę to trwało, bo niedawno dołożyli jeszcze oddzielną sygnalizację przy torowisku). Potem w prawo w Gładką, dalej Tapicerską do Alei Krakowskiej. Cały czas prosto, aż do skrętu w lewo w Korotyńskiego. Następnie Urbanistów, w lewo Dickensa, prosto przez rondo i w prawo w Al. Bohaterów Września. Tam parkowanie prostopadłe z lewej strony w wąskim miejscu (samochody zaparkowane na liniach). Wyjazd i prosto przez skrzyżowanie z łamanym pierwszeństwem. Zawracanie z użyciem biegu wstecznego w bramie po prawej stronie i z powrotem na wspomniane skrzyżowanie, gdzie skręcam w lewo w Opaczewską. Później w Szcześliwicką, Dobosza, Piotrkowską i w jednokierunkowy odcinek Opaczewskiej. Tam zawracanie, dokładnie wyjaśnione przez egzaminatora gdzie życzy sobie pojechać, żeby ktoś nie zaczął zawracać na jednokierunkowej. Zatem po zawrotce jedziemy na wschód Opaczewską (STOP przy Białobrzeskiej) aż do Grójeckiej. Skręcamy w prawo i potem prosto aż do ulicy Instalatorów, na której wykonuję zatrzymanie przed latarnią, szybkie zawracanie w bramie i wyjeżdżamy w prawo w Grójecką i w miarę możliwości zostałem poproszony o skręt w lewo w ulicę 1 Sierpnia. Dalej w Radarową i do bramy WORD.
cbias
 
Posty: 3
Dołączył(a): środa 19 lipca 2017, 18:43

Re: WORD Warszawa - Odlewnicza

Postprzez giantglory1 » piątek 18 sierpnia 2017, 14:30

Elo.dzis rano zdawalem praktyke na odlewniczej,slyszalem kupe negatywow,teksty ze nie nastawiaj sie ze zdasz,za pierwszym razem nie da sie tam zdac itp.Gowno prawda,takie opinie to pisza ci co oblali i czuja sie skrzywdzeni dlatego robia czarne chmury wokol osrodka egzaminowania.Jak ktos kuma temat i jest dobrze przygotowany to bez problemu mu pojdzie,egzaminator nie musi byc milusi i fajniusi bo jest od egzaminowania a nie glaskania po glowie.U mnie lekki stresik byl ale po manewrowce caly wyjazd na miasto zlecial raz dwa i pozytyw za pierwszym podejsciem.Wiec nie sluchajcie opini z chmury,badzcie skupieni i pewni siebie a zdacie bez problemu,i nie stresujcie sie egzaminatorzy nie gryza.Pozdrawiam i zycze zdania wszystkim za pierwszym podejsciem.kat B
giantglory1
 
Posty: 1
Dołączył(a): piątek 18 sierpnia 2017, 14:14

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez ZOli » piątek 19 stycznia 2018, 19:05

Mam za sobą egzamin teoretyczny - zaliczyłam z maksymalną ilością punktów 74 :) Egzaminator uśmiechnięty, sympatyczny, nawet na początku egzaminu opowiedział żart związany z nauką jazdy. Na początku lutego mam egzamin praktyczny, ciekawe jak mi pójdzie tzn pojedzie :)
ZOli
 
Posty: 14
Dołączył(a): poniedziałek 11 grudnia 2017, 21:53

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez okleksik » czwartek 01 lutego 2018, 21:22

Egzamin: RADAROWA (bardzo nieciekawe miejsce)
Ilość podejść: 5 (szkoda gadać, pierwsze wynika z nieumiejętności górki, drugie ze stresu na łuku, trzecie skończyło się tuż obok ośrodka na skrzyżowaniu równorzędnym, czwarte powinno było być zdane, jednakże egzaminator [konkretny, na mój błąd oficjalna formułka] zabrał mnie we wszystkie możliwe miejsca na Ochocie i Włochach, po godzinie popełniłem błąd w ocenie odległości i oblałem, piąte dwa dni później już zdałem)

Ogólnie plac jest bardzo dobry. Fakt, że nie wyjechałem z niego w pierwszych 2 podejściach wynikał tylko i wyłącznie z mojej niekompetencji. Polecam zagadać miło do egzaminatorów lub do współtowarzyszy niedoli w poczekalni, zawsze miła rozmowa trochę ukoi stres. :D

Ostatni egzamin rozpocząłem w deszczowy dzień, więc na łuku nie było dużo widać, ale tak też się da. Górka bez problemów.

Trasa: (mniej więcej)
Wyjazd z Radarowej w lewo
Skręt w prawo w Hynka
Skręt w prawo w Al. Krakowską
UWAGA (na Al. Krakowskiej popełniłem pierwszy "błąd", zanadto dobrze się poczułem i jechałem 45km/h, więc tuż obok ograniczenia, tuż przed światłami przy Instytucie Lotnictwa zobaczyłem, że kolor zmienia się na żółty. Szybka ocena sytuacji i hamowanie gwałtowne. Uznałem, że będzie bezpieczniej, gdyż na żółtym bym owszem przejechał, ale w chwili przejazdu by się zmieniło na czerwone, czyli egzamin od razu oblany.)- wystrzegajcie się pewności siebie tam i jedźcie na tyle, że zdązycie zahamować.

Jechałem przez długi okres prosto, aż do chwili, gdy kazał mi skręcić w lewo w Korotyńskiego. Jechaliśmy prosto, a potem dostałem polecenie skrętu w prawo w Białobrzeską. Tam popełniłem drugi BŁĄD- przy przejeździe prosto przez skrzyżowanie "zmieniłem" pas ruchu na środkowy, tak naprawdę po prostu wyjechałem na wygodniejszy dla mnie do jazdy, ale powiedział, że powinienem był zasygnalizować to sygnałem: dla wyjaśnienia, jechałem z jednopasmówki do jazdy prosto a wjechałem w dwupasmówkę do jazdy prosto)
Potem w lewo w Opaczewską (jednokierunkowa)
W lewo w szczęśliwicką, zawrotka na rondzie
Rozpędzenie do 50 km/h na Szczęśliwickiej, zwolnienie (włączyłem kierunkowskaz gdy włączałem się do ruchu)
Dalej na Szczęśliwickiej zawrócenie z wykorzystaniem infrastruktury (mega łatwe, dużo miejsca, tylko trochę samochodów akurat jechało w różnych odległościach. Jednakże poprzedni egzamin mnie nauczył- nie masz pewności - nie jedź!) Poczekałem aż mnie wyminą i szybciutko na 2 ruchy praktycznie zawrotka żeby zdążyć.
Jazda Szczęśliwicką dalej i miałem chwilę zaniepokojenia. Mianowicie z prawej strony na skrzyżowaniu stało auto. Nie wiedziałem czy mam nad nim pierwszeństwo, gdyż nie było żadnego znaku, a poprzez zawrotkę już trochę czasu minęło. Stanąłem więc i puściłem, egzaminator co prawda poinformował, że miałem tu pierwszeństwo, ale gdy mu powiedziałem, że przez zawrotkę nie widziałem znaku przy wjeździe na ulicę, to chyba nie potraktował tego jako duży błąd. WNIOSEK: GDY NIE WIESZ CZY MASZ PIERWSZENSTWO- z prawej strony puść, gromy na Ciebie nie spadną, a co najwyżej będziesz miał jeden błąd.
Skręt w lewo w Opaczewską (jednokierunkowa), prosto, do skrzyżowania z Białobrzeską
przez skrzyżowanie prosto - uwaga na znak STOP i linię trochę dalej
Następnie prosto dalej Opaczewską, uwaga na skrzyżowanie równorzędne po prawej stronie!!! bardzo ciężko zauważyć (mi przynajmniej tak było)
Prosto do AL Krakowskiej, skręt w prawo
Jedziemy, jedziemy, zmiana pasa na lewy i skręt w 1 sierpnia
Potem w prawo w Radarową
Uwaga na euforię, Radarowa to miejsce pełne życia i skrzyżowan równorzędnych, trzeba wytrzymać te 5 minut jazdy przez nią. Mi osobiście dziesiątki ludzi przeszło przez ulicę zanim dojechałem.
Po drodze jeszcze parkowanie na Radarowej, załatwione w try miga.
I już, wjazd do WORD. Parkowanie i koniec.

Egzaminator mega cudowny, idealny. Jednocześnie ocenia i informuje o błędach. Poprzedni powiedział mi raz, że popełniłem błąd a ja absolutnie nie miałem pojęcia co zrobiłem źle, gdyż wg mnie wszystko było idealnie. Dowiedziałem się potem, że nie włączyłem kierunkowaskazu przy omijaniu, jednakże jechałem środkiem ulicy już wcześniej, więc po co. Tylko stres generował.
Powodzenia dla wytrwałych :D
okleksik
 
Posty: 1
Dołączył(a): czwartek 01 lutego 2018, 19:50

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez Michalk001 » sobota 10 marca 2018, 23:34

Egzamin WORD Radarowa
Teoria 74/742018.01.26
Praktyczny 1 oblany - łuk2018.02.10
Praktyczny 2 oblany - łuk2018.02.15
Praktyczny 3 oblany - łuk2018.02.17
Praktyczny 4 zaliczony2018.03.10 :D

Witam - chciałbym podzielić się swoimi przygodami z ezaminem na prawo jazdy w WORD Radarowa.
Teorię zdałem za pierwszym razem 26 stycznia 2018 roku. Na egzamin praktyczny zapisałem się na 10 lutego 2018.
Kurs robiłem dość dawno - gdyż w 2009 roku, a teraz "dojrzałem" żeby to wszystko skończyć - wcześniej wykupiłem 8 godzin jazd w szkole BETA w Piastowie, polecam - bardzo dobra kadra instruktorska. Kurs robiłem jeszcze na Toyotach Yaris - godziny wykupiłem aby się "wjeździć" w Hyundaia I20 którym nigdy nie jeździłem.
Łuk oblałem 3 razy 10, 15, i 17 lutego 2018 roku - za pierwszym razem cofając wjechałem w tyczkę z tyłu - następne dwa razy były wynikiem pierwszego błędu, z kolei bałem się wycofać i nie wjeżdżałem całym samochodem w kopertę.
Po tych trzech niepowodzeniach postanowiłem zrobić sobie nieco przerwy dla odpoczynku i zapisałem się na 10. 03. 2018 roku (sobota) godz. 11.
Płacąc za egzamin od razu wykupiłem godzinę jazdy na placu manewrowym WORD-u 7 marca. Plac jest dostępny w każdą środę po 15 (po zakończeniu egzaminów).
I to był strzał w dziesiątkę - jeżdżąc po łuku na placu WORD mogłem bez stresu próbować różnych technik, aż w końcu załapałem sposób wykonania tego manewru.
No i przyszedł dzień egzaminu - nie spałem od 2:45, i przemęczyłem się do rana. Rano kąpiel, śniadanko - a że pogoda była ładna postanowiłem ruszyć do WORD motorowerem.
Po dojechaniu - naczekałem się do 12 zanim wywołano moje nazwisko.
Za 1 i 2 razem miałem tego samego egzaminatora, za 3 innego - a teraz jeszcze inny. Za każdym razem spotkałem się z kulturą i życzliwym podejściem do mojej osoby. Nawet dziś na ostatnim egzaminie, egzaminator aby rozładować atmosferę zapytał czy pierwszy raz - odpowiedziałem że nie. To zapytał ze śmiechem co żem przeskrobał. :-D Odpowiedziałem że łuk i atmosfera się rozluźniła.
Tak więc zaczynamy - sprawdzenie dwóch punktów w samochodzie i przygotowanie się do jazdy jak zwykle bez problemów - no i ten nieszczęsny łuk.
Pierwsza próba - nie dojechałem przodem do końca i tył wystawał poza kopertę. Egzaminator wsiadł i poprosił o wycofanie na drugą próbę - o dziwo dzięki ćwiczeniom wycofałem bez problemu. Tak więc zachęcony częściowym powodzeniem - drugą próbę wykonałem już bezbłędnie.
Później ruszanie pod górkę bez problemu - to mi zawsze wychodziło. Tak więc na miasto.
Ze względu na ładny słoneczny dzień zaproponowałem jazdę na światłach dziennych, aby oszczędzać akumulator i aby egzaminator widział że dba się o ich pojazd.
Ruszamy z WORD w prawo w Radarową, następnie w lewo w Lechicką, później w lewo w Grójecką, na Rondzie Wojnara zawracanie i cały czas prosto aż do Korotyńskiego. Niestety na skrzyżowaniu Grójeckiej z Lechicką popełniłem największy swój błąd - tak mnie zajęła obserwacja sygnalizacji świetlnej, że nie zauważyłem że przede mną pojazdy zatrzymały się aby przepuścić pieszych skręcając w prawo - na szczęście zorientowałem się w ostatniej chwili i zdążyłem jeszcze dość szybko lecz bezpiecznie wyhamować do zera. Egzaminator nawet nie drgnął lecz stwierdził że to hamowanie było zdecydowanie za późne. Wyjaśniłem mu że za bardzo zajęło mnie zwracanie uwagi na sygnalizację - lecz zdaję sobie sprawę z błędu jaki popełniłem. No to jedziemy dalej aż do Korotyńskiego - tu w prawo, potem prosto na skrzyżowaniu z łamanym pierwszeństwem z Mołdawską - przy szkole zawrotka z wykorzystaniem infrastruktury i z powrotem do łamanego pierwszeństwa, gdzie pojechałem w prawo w jednokierunkową Mołdawską. Następnie w lewo w Pruszkowską i w prawo w Pawińskiego. Później w lewo w Dickensa i prosto przez skrzyżowanie z Grójecką. Jedziemy Dickensa aż do ronda przy pętli autobusowej na Szczęśliwicach. Tu w prawo w Szczęśliwicką i zaraz w prawo w Opaczewską. Dojeżdżamy do Białobrzeskiej ( uwaga na STOP!) i tu w prawo. Poza znakiem STOP jest tu jeszcze jedna pułapka - pasy są pod skosem co powoduje nietypowe ustawienie samochodu aby przepuścić pieszych. Jedziemy w prawo w Białobrzeską i tu wykonuję zatrzymanie w wyznaczonym miejscu. Następnie przecinam skrzyżowanie z Dickensa wjeżdżam w Urbanistów aż do końca i w lewo w Korotyńskiego. Potem na skrzyżowaniu z Grójecką w prawo i jedziemy prosto aż do lewoskrętu w 1 Sierpnia. Potem 1 Sierpnia i tu drugi błąd - ruszyłem na zielonym, lecz zmyliło mnie to że pasy są tam dość daleko od skrzyżowania i chciałem przepuścić rowerzystę który miał czerwone. :-D Lecz jedziemy dalej - już w Radarową w prawo i po chwili parkowanie prostopadłe z lewej strony. Niestety stanąłem przed Chryslerem Voyagerem z czarnymi szybami - który kompletnie zasłaniał widok z prawej strony. Egzaminator kazał kontynuować jazdę i miałem utrudnione zadanie z wyjazdem. Jednak poradziłem sobie i powolutku wysuwając się do tyłu i w porę zauważając inny pojazd jadący pasem ruchu - udało się bezpiecznie włączyć do ruchu. To już kawałeczek do WORD i wjeżdżam z powrotem. Na koniec zaparkowałem tyłem i omówiliśmy wynik egzaminu. Pomimo kilku błedów wynik pozytywny, ponieważ starałem się obserwować otoczenie dookoła ze szczególnym naciskiem na okolice przejść dla pieszych - dodatkowo pomimo stresu trafił mi się bardzo dobry samochód w którym idealnie wyczułem sprzęgło - dzięki temu zmiany biegów były wyjątkowo płynne i bez najmniejszych szarpnięć. Możliwe że też to zaważyło na wyniku egzaminu. Teraz zostaje mi wizyta w WK i oczekiwanie na plastik. :-D
Tak więc polecam WORD Radarowa - naprawdę kadra przyjazna włącznie z egzaminatorami - pomimo niezbyt ładnego otoczenia WORD-u.
Oczywiście od początku pracujemy na ogólne wrażenie o sobie - czyli przywitałem się z egzaminatorem i przedstawiłem się podając dłoń, na koniec podziękowałem za wynik egzaminu i poświęcony mi czas. Czyli - życzę wam powodzenia i równie wyrozumiałego egzaminatora. :-)
Michalk001
 
Posty: 1
Dołączył(a): sobota 10 marca 2018, 20:07

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez pjxy » środa 14 marca 2018, 03:31

Wątek ten przeczytałem cały, wielokrotnie zapoznając się z relacjami z egzaminów i innymi tematami z nimi związanymi. Zastanawiałem się nieraz, czy i kiedy nadejdzie taki dzień, że i ja coś tu napiszę. Obiecałem sobie, że zrobię to na pewno, bo wiele dowiedziałem się z tego forum i sporo zawdzięczam.
No i nadszedł ten dzień :) Dwa tygodnie temu zdałem egzamin na Odlewniczej i szczerze - wciąż jeszcze to do mnie nie dotarło chyba.
Prawo jazdy było od lat moją piętą achillesową, tym czego się wstydzę, że nie posiadałem tego dokumentu. Nie uważam, że każdy powinien je posiadać, a wręcz odwrotnie - z tego co widać nieraz na ulicach część ludzi otrzymała prawo jazdy zbyt pochopnie, mnie jednak bardzo psychicznie doskwierał jego brak.
Nie jestem młodzikiem, dobiegam powoli 40-tki. Pierwsze podejście do egzaminu miałem w 1998 r.., a dokładnie trzy podejścia, dwa pierwsze nie wyjechałem nawet na miasto, za trzecim wyjechałem ale bardzo szybko wróciłem, co ciekawe za kierownicą, więc obserwatorzy myśleli, że zdałem. Odbywało się to w nieistniejącym już ośrodku na ul. Bema.
Były to inne czasy, nie będę wchodził w szczegóły, na pewno nie byłem wtedy gotowy na samodzielną jazdę i słusznie nie zdałem.
Potem nastąpił kryzys, postanowiłem nie podchodzić już do egzaminu, odpuścić sobie i tak też zrobiłem na kolejne 10 lat...
W 2008 r. postanowiłem powrócić do próby zdawania, ponownie przeszedłem cały kurs, który był niestety jedną wielką porażką, wszystko po łebkach, a instruktor... Facet kompletnie nie nadający się do zawodu, typ chłopka-roztropka, wielkiego pana (choć miał jakieś 1,65 cm wzrostu, a chudzinka straszna) instruktora. Przechodzą mnie dreszcze jak wspomnę tego faceta, niestety nie byłem wtedy w ogóle asertywny i nawet nie oponowałem, gdy zamiast jeździć zabierał mnie do salonów samochodowych, w których spędziliśmy część kursu. Pan instruktor był wtedy na etapie kupowania nowego samochodu i tylko to go interesowało. Tak więc zamiast jeździć oglądałem samochody w salonie, ewentualnie czekałem na niego w samochodzie pod sklepem, pocztą itp. Nie chodzi mi o zwalanie na niego winy za moją porażkę, stwierdzam jedynie fakty.
Po tymże kursie do egzaminu podszedłem raz, jeden raz na Odlewniczej i oblałem na górce. W zasadzie oblałbym na łuku, bo zrobiłem go dwukrotnie, a za każdym razem zatrzymałem się nieco zbyt wcześnie, wobec czego egzaminator (miły, starszy pan) powiedział, że niestety nie czuję gabarytów samochodu ale zaprasza na wzniesienie. Na górce niestety mi zgasł i po zawodach. Pamiętam, że byłem wtedy potężnie załamany, po wszystkim podczas podsumowania w samochodzie powiedziałem egzaminatorowi, że już nigdy nie będę próbował zdawać. Było to infantylne, głupie i pokazuje moje niedojrzałe podejście do tematu, no ale tak było. Pamiętam też, co odpowiedział egzaminator - ,,Żartuje pan? Ludzie niepełnosprawni zdają, a pan nie może?". Dla mnie jednak było to porażką życia nie przejechać górki :lol: Wtedy nie było mi do śmiechu. Zawiedziony opuściłem tramwajem Odlewniczą z twardym postanowieniem, że nigdy więcej, że nie nadaję się na kierowcę skoro nawet placu nie potrafię przejechać, itp., itd...
Minęło kolejne 10 lat... Tak, dokładnie tyle. Przez ten czas wielokrotnie nachodziła mnie refleksja, smutek, że nie mam prawa jazdy. Cały problem w tym, że mnie jeżdżenie jako takie ciekawiło, sprawiało przyjemność, miałem większe i mniejsze epizody prowadzenia samochodu bez uprawnień, szczególnie podczas pobytu za granicą i czułem, że sprawia mi to dużą przyjemność, tym bardziej, że - co dość paradoksalne - zawsze interesowałem się przepisami ruchu drogowego, teorię za każdym razem zdawałem bezbłędnie, jednakże egzamin praktyczny wydawał mi się nie do przeskoczenia...
Pod koniec ubiegłego 2017 roku odkryłem, że w internecie jest sporo filmów na YouTube pomagających zdać egzamin, całkowicie mnie to pochłonęło. Nie wiem, czy można to pisać, najwyżej Moderator wykasuje - trafiłem na kanał pana Jacka Zdańskiego - dzięki temu człowiekowi zdałem egzamin, u niego wykupiłem godziny doszkalające przed egzaminem.
Najpierw zdałem teorię bez żadnego problemu ale tu raczej się spodziewałem, że zdam, choć teraz teoria jest dużo trudniejsza niż podczas moich podejść przed laty.

Egzamin Odlewnicza - końcówka lutego, bardzo mroźny poranek -15 st., podczas pobytu w toalecie słyszę dochodzące z megafonu chyba swoje imię i nazwisko :shock: , szybko wychodzę, pytam się pana z ochrony kogo wywoływali, on mi na to, że jakiegoś P. Ok, wychodzę przed budynek, już wtedy wiem, że ubrałem się za słabo, zaczynam trząść się z zimna i pewnie z przejęcia ale nie czuję o dziwo jakiegoś specjalnego zdenerwowania, podchodzi pan egzaminator - konkretny, niewysoki, po 50-tce i mówi żebym poczekał, bo idzie po samochód. Mróz niesamowity, trzęsę się, marzę żeby podjechał jak najszybciej, wreszcie podjeżdża i pokazuje mi ręką żebym wsiadał na miejsce pasażera, co niezwłocznie czynię, mamy do przejechania tylko kilkanaście metrów, a ja z przyzwyczajenia chcę zapinać pas, pan mi na to - ,,bez przesady, ten kawałek pan ze mną przeżyje". W samochodzie siedzę w czapce i rękawiczkach, serio martwię się, czy będę w stanie tak zdawać, czułem niesamowite zimno. Po chwili jednak robi się cieplej i to uczucie zapamiętam chyba na zawsze, w ogóle nie czułem się jak podczas egzaminu, cieszyłem się, że robi się cieplej i że siedzę w samochodzie, podaję panu dowód, formułka itp., podpis - i tu pierwsze zaskoczenie - nie trzęsie mi się ręka. Zawsze, całe życie w stresujących sytuacjach trzęsą mi się ręce, a wtedy akurat nie.
Zamieniamy się miejscami, formalności, przygotowanie do jazdy - pamiętam wszystko i wszystko wykonuję, pod maską sprawdzenie poziomu oleju (powiedzieć jak), potem światła mijania, wszystko to w minutę, następnie jazda pasem ruchu, powrót i... powtórka sprzed 10 lat... nie wjechałem w pole zatrzymania jak trzeba, zbyt wcześnie się zatrzymałem... Pan ze smutkiem w głosie mówi, że za wcześnie się zatrzymałem, powtórka zadania, jadę, mam pewność, że teraz będzie dobrze, robiłem to wielokrotnie i zawsze mi dobrze wychodziło, teraz też wyjdzie, nie wiem skąd ta moja pewność ale podziałało, druga próba prawidłowo (łuk zawsze na czuja, tylko tak potrafię), teraz wzniesienie - bez problemu, ulga, zjazd ze wzniesienia, jest mi już na tyle ciepło, że zdejmuję kurtkę, egzaminator się dosiada, będzie miasto.
Otwierają się szlabany, jadę ostrożnie, włączamy się do ruchu, w prawo i znów w prawo, za chwilę rozpędzenie do 50km/h i hamowanie do zatrzymania, jedziemy dalej, duże skrzyżowanie z tramwajami, zielona strzałka się pali, wjeżdżam, ostrożnie, przypominam sobie wszystko, co mówił mi instruktor, prosto, w lewo na bezkolizyjnym zielonym i potem do słynnego stop-u, następnie między bloki, uliczki jednokierunkowe, tam niestety urywa mi się film, kręciliśmy się tam i z powrotem, skrzyżowania równorzędne, omijania, wszystko, trzykrotnie zawracanie z użyciem biegu wstecznego, parkowanie równoległe tyłem, generalnie wszystko, czego uczył mnie instruktor, Rondo Polonez, skrzyżowanie z pierwszeństwem łamanym przy pętli autobusowej.
Podczas jazdy egzaminator niewiele się odzywał, natomiast mówił kiedy mam jechać prosto, nie było milczenia w tym względzie, bardzo wyraźnie i wcześnie wskazywał mi drogę. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie egzamin, myślałem że będzie to wielki stres, że będę odczuwał niepokój, a tymczasem ja czułem się zrośnięty z samochodem, nie myślałem prawie nic nad zmianą biegów, robiłem to jakby poza świadomością, kierunkowskazy też, skupiałem się tylko na sytuacji na drodze, wciąż kontrolowałem co dzieje się za mną w lusterku wstecznym, aż sam byłem zdziwiony, że jestem tak skupiony. Przed egzaminem wziąłem 30 jazd doszkalających, sporo ale przez ostatnie lata jeździłem samochodem incydentalnie bez uprawnień, więc musiałem się mocno podszkolić i nie żałuję ani jednej godziny.
Raz popełniłem błąd jadąc Trasą Toruńską, tam przy prędkości 70 km/h piłowałem go na czwartym biegu ale sam do siebie powiedziałem na głos ,,co ja robię" i szybko na piąty, egzaminator się nie odezwał, po zjeździe z trasy w prawo zaczęliśmy kierować się w stronę Odlewniczej ale byłem absolutnie przekonany, że jedziemy jeszcze gdzieś, dopiero na światłach jak wjechaliśmy w prawo w Odlewniczą usłyszałem, że pan wyciąga i coś pisze w papierach, jeszcze nieczynny przejazd kolejowy, tu skomentowałem na głos, że przejazd jest nieczynny ale zwalniam dbając o zawieszenie :) a egzaminator na to ,,to nic, że nieczynny - znak jest? Jest! więc trzeba się rozejrzeć. Proszę się zawsze rozglądać na przejazdach, na przejściach dla pieszych i uważać na tramwaje. A teraz proszę skręcić w prawo do ośrodka". Tu jeszcze się zapobiegawczo rozejrzałem i mówię ,,i na rowerzystów muszę uważać, niedługo zaczną jeździć" (przy wjeździe do WORD jest czerwony pas dla rowerów). Szlabany się otworzyły, wjechaliśmy. Po zatrzymaniu usłyszałem piękne dla mnie słowa egzaminatora, mniej więcej - ,,Podczas egzaminu nie wystąpiło zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego, wobec czego wynik pozytywny". Mówił coś jeszcze więcej ale ja siedziałem w małym szoku, patrzyłem na ten plac manewrowy, na te łuki, wzniesienie, na to czego nie mogłem pokonać od 20 lat, bo zabrakło mi motywacji, wiary w siebie, umiejętności, samozaparcia.
Jak się okazało egzamin wcale nie był trudny, był łatwiejszy niż egzamin wewnętrzny z instruktorem, niż niejedna jazda doszkalająca ale miałem bardzo wymagającego instruktora, który poważnie poważnie podchodzi do swojej pracy.

Co mnie pomogło zdać egzamin - instruktor z prawdziwego zdarzenia, moim założeniem było wziąć 10 godzin doszkalających, w ich trakcie czułem, że to za mało, wziąłem kolejne 5, instruktor twierdził, że mnie te 15 godzin wystarczy, nie namawiał na więcej ale w trakcie wychodziły różne kwiatki, więc dokupiłem kolejne 10 godzin, co go zdziwiło ale nie oponował, chciałem się czuć pewnie za kierownicą, rzutem na taśmę dokupiłem jeszcze 5 godzin, więc zamknąłem się w 30 godzinach, to tak jakbym zrobił nowy kurs - porządny kurs.
Pomogło mi poczucie, że przecież lubię jeździć, chcę jeździć więc czego mam się bać?
Pomogła mi świadomość, że egzamin to nie matura, więc można go powtarzać co tydzień, kwestia pieniędzy.
Zdziwiło mnie, że zdałem za pierwszym razem, czułem, że jeśli znów się nie wycofam, to zdam za którymś razem ale nie sądziłem, że za pierwszym (w sensie pierwszym po powrocie do zdawania po 10-letniej przerwie, bo generalnie zdałem za 5 razem).
Pomógł mi mróz. Tak się cieszyłem, że siedzę już w samochodzie z egzaminatorem i jest ciepło, że nie stresowałem się, mróz zamroził mój stres :)
Powodzenia dla wszystkich zdających - ja potrzebowałem aż 20 lat, by dojrzeć mentalnie, psychicznie i nabrać umiejętności potrzebnych do zdania na prawo jazdy, więc jestem przekonany, że każda/każdy z was zrobi to szybciej ode mnie.
pjxy
 
Posty: 5
Dołączył(a): środa 10 stycznia 2018, 01:03
Lokalizacja: Warszawa

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez tomczyslaws » poniedziałek 30 kwietnia 2018, 15:47

WORD Odlewnicza. Kat. A.
Jestem w trakcie praktycznego kursu kat. A. instruktor chce abym zdecydował się na jeden sprzęt gladius/mt07.
WORDy nie odbierają dzisiaj telefonów...
Jak obecnie wyglądają terminy praktycznego egzaminu, korzystając z gladius-a a jak przy mt-07?

Wiem, że przez serwis info car dałoby się to sprawdzić, może ktoś zapisywał się niedawno i mógłby podzielić się tą informacją?

Pozdrawiam
tomczyslaws
 
Posty: 1
Dołączył(a): poniedziałek 30 kwietnia 2018, 15:41

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez aurelia » wtorek 26 czerwca 2018, 22:42

Word Odlewnicza, kategoria B. 15. 06. 2018. Planowana godzina rozpoczęcia: 9.00. Godzina rzeczywista: 9.41. Mój pierwszy egzamin i - jak się okazało - ostatni, bo zakończony wynikiem pozytywnym.

Na miejscu byłam ok. 8.40, więc czekałam w sumie godzinę. Poszczęściło mi się z pogodą, niebo było niemal bezchmurne, dokładnie tak, jak praktycznie zawsze podczas mojego kursu i jazd dodatkowych. (Wyjeździłam tych godzin naprawdę dużo, a uzbierały się w sumie może ze dwie (!), kiedy było pochmurno i padało. Śmiałam się z siebie, że jak słońce nie zaświeci mi prosto w oczy, to nie pojadę. Pamiętam, z jakim napięciem śledziłam codziennie zmieniającą się prognozę pogody :-) )

Na początku zdarzył się zabawny falstart: o godzinie 8.50 wyczytano moje nazwisko! Zdziwiona, że tak wcześnie, stanęłam w odpowiednim miejscu. Wprawdzie nie dosłyszałam imienia, ale przecież musiało chodzić o mnie, bo nazwisko mam rzadkie. Ale jakieś 2 metry dalej nieśmiało stanęła dziewczyna. Kiedy przyszedł egzaminator, okazało się, że to o nią chodzi. Nie wiedzieć czemu, przypomniała mi się pierwsza scena z "Akwarium" Suworowa...

Wróciłam więc na swoją ławeczkę, aby czekać dalej. Po ok. 45 minutach ktoś zaczął radośnie %$@ać młotem pneumatycznym na placu. Dobre 15 minut zajęło mi dojście do wniosku, że siedząc na zewnątrz i słuchając tego, tylko się osłabiam i dodaję sobie stresu, więc postanowiłam dla własnego dobra schować się gdzieś w środku. Ale nie zdążyłam jeszcze dobrze wejść do budynku, kiedy usłyszałam kobiecy głos wyraźnie wyczytujący moje imię i nazwisko. Teraz to na pewno chodziło o mnie. (Dziewczyna o tym samym nazwisku zdążyła wrócić, siedziała na miejscu kierowcy. Mam nadzieję, że zdała).

Widok młodej pani egzaminator ani trochę mnie nie zdziwił. Już wcześniej przyglądałam jej się, jak wracała z osobami egzaminowanymi (ktoś z tarczą, ktoś inny na tarczy) i wiedziałam, że to ona mnie wylosuje. Nie wiedziałam tylko jeszcze, czy to dobrze, czy to źle. I jeśli mam być szczera, do dziś nie jestem tego pewna. Pani egzaminator przedstawiła się (E. L.) i z uśmiechem podała mi rękę. Odpowiedziałam tym samym, zadowolona, że zaczyna się po ludzku i sympatycznie. Po niezbędnych formalnościach przystąpiłam do pierwszego zadania. Kiedy zobaczyłam, że wylosowałam sprawdzenie sygnału dźwiękowego i świateł pozycyjnych, miałam ochotę śpiewać z radości. Uwinęłam się z tym w niespełna minutę. Potem przygotowanie do jazdy - o mały włos nie zostawiłam zagłówka za wysoko, przy pierwszym wymacaniu wydawało mi się, że jest ok, ale na szczęście byłam na tyle przytomna, żeby wszystko sprawdzić dwa razy. Ale żeby nie było za wesoło, przy pierwszej próbie ruszenia z miejsca zgasł mi samochód. Okazało się, że sprzęgło "brało" o wiele niżej, niż byłam przyzwyczajona, jeżdżąc zdezelowanymi L-kami. Błyskawicznie załapałam o co chodzi i nawet się specjalnie nie zestresowałam, bo to nie było jeszcze zadanie egzaminacyjne. Błogosławieni ci, którzy wymyślili, żeby to osoba egzaminowana dojeżdżała sama do stanowiska, z którego ma zacząć jazdę pasem ruchu. To naprawdę wystarczający czas, żeby wyczuć samochód.

O łuku i górce w zasadzie nie mam co pisać - zaliczone bez najmniejszych problemów. Plac manewrowy przy ul. Odlewniczej jest idealnie równy, a wzniesienie ma niewielki kąt nachylenia. W porównaniu z placem, na którym się szkoliłam, to istna bajka. Prawdziwy stres zaczął się w momencie przekroczenia bramy WORD-u. Dałam sobie za zadanie sprawdzić, jak daleko jestem w stanie dojechać. Nie zakładałam z góry ani że zdam, ani że obleję, koncentrowałam się po prostu na kolejnych zadaniach, wykonywałam je najlepiej jak umiałam i patrzyłam, co z tego wyniknie. Pamiętam, że kiedy wyjeżdżałam w prawo, aż zakręciło mi się w głowie na widok niekończącego sznura samochodów jadących akurat po Odlewniczej. Ktoś był na tyle uprzejmy, że mnie puścił. Powiedziałam, że korzystam i ruszyłam. Tu zrobiłam mój pierwszy błąd: ustawiłam się niewystarczająco blisko prawego krawężnika i wyjechałam na raty, dość niezgrabnie. Ale pani egzaminator tylko westchnęła i kontynuowałyśmy jazdę: w lewo w Annopol, a potem w prawo, tam, gdzie jest łamane pierwszeństwo.

Nie jestem w stanie odtworzyć tej sieci ulic za Annopolem, nigdy wcześniej tamtędy nie jechałam. Pamiętam, że był tam mały ruch i kilka zatoczek. W jednej z nich miałam wykonać manewr zawracania z użyciem infrastruktury. Tak skoncentrowałam się na wypatrywaniu zatoczki, że pojechałam po dziurach, co spotkało się z westchnieniem i niemiłym komentarzem pani egzaminator. Ale jakoś zawróciłam, choć idiotycznie wjechałam przodem i dodatku pod kątem, a potem, chcąc nie chcąc, musiałam cofać po łuku. Oczy jednak miałam naokoło głowy, więc nie stworzyłam zagrożenia. Wysłuchałam tylko paru westchnień i po raz pierwszy zobaczyłam ciekawą pantomimę: pani egzaminator podniosła wysoko nogę i energicznie ją opuściła, zatrzymując tuż nad hamulcem. Jak się później okazało, miała powtórzyć ten gest jeszcze niejeden raz. Po zawróceniu dopadło mnie zaćmienie: nie wiedziałam, jakie ograniczenie prędkości mnie obowiązuje (!), na wszelki wypadek jechałam więc 35-40 km/h, rozumując, że z dwojga złego, lepiej, żeby pani egzaminator skomentowała zbyt wolną jazdę, niż przerwała egzamin za przekroczenie prędkości o 20 km/h. Na szczęście szybko rozwiązała mój dylemat, bo poleciła rozpędzić się do 50 km (uff!) i zatrzymać w wyznaczonym miejscu - w innej zatoczce. To wykonałam wzorcowo, w każdym szczególe tak, jak uczył mnie instruktor.

Później jechałam już standardowo. Na mojej trasie znalazły się - oczywiście niekoniecznie w wymienionej kolejności - Rembielińska, Kondratowicza, Łojewska, Nadwiślańska (standardowy skręt w lewo z jednokierunkowej), Ogińskiego (parkowanie i słynny STOP, na którym otarłam się o koniec egzaminu, więcej o tym za chwilę), Wysockiego (zawracanie na sygnalizatorze kierunkowym, wystarczyło spojrzeć na wszelki wypadek, czy żaden wariat nie wyjeżdża z prawej, a potem - równym tempem, tak jak mnie uczono - alleluja i do przodu, a raczej na skrajny prawy pas. Pamiętam jeszcze, że kilkakrotnie w różne strony przejeżdżałam przez skrzyżowania z łamanym pierwszeństwem. Był też oczywiście szereg skrzyżowań równorzędnych. Na koniec - trasa Toruńska (przejechałam po niej lepiej niż kiedykolwiek, a przy okazji się trochę odstresowałam), rondo Łabiszyńska i w lewo do Wordu. Tu niestety, słysząc "za rondem w lewo", radośnie sobie... zawróciłam, powolutku, uważając przy tym, żeby nie najechać na powierzchnię wyłączoną z ruchu. Zdziwiło mnie niezmiernie, że pani egzaminator głęboko westchnęła, a następnie wygłosiła zdegustowanym tonem komentarz: "Jedzie sobie pani jak na kursie z instruktorem. A to przecież jest egzamin!". Potem wyjaśniła, że miałam skręcić w lewo - prostopadle w lewo, dodała, nie będąc chyba pewna, czy potrafię to pojąć. Cóż, na własne życzenie wydłużyłam sobie drogę powrotną do WORDu.

Wracając do Ogińskiego: najpierw miałam tam wykonać parkowanie prostopadłe po prawej stronie. Oznajmiłam, że zrobię je od razu z korektą i powolutku zaczęłam "wjeżdżać w tyłek" drugiego samochodu po lewej od wyznaczonego miejsca. Kiedy byłam już dość blisko, pani egzaminator zamachnęła się nogą nad hamulcem. Odczytałam to jako sugestię, że mam zahamować i zahamowałam. Ale po chwili podjechałam jeszcze kilka cm. Naprawdę nie zrobiłam jej tego na złość, po prostu chciałam się jak najkorzystniej ustawić! :-) Na jej minę wolałam jednak nie patrzeć. Parkowanie wyszło mi perfekcyjnie, dokładnie pośrodku między samochodami, zatrzymanie tuż przed krawężnikiem, wyjazd bez zarzutu. Aż mi smutno, bo mam świadomość, że duuuużo czasu upłynie, zanim uda mi się ponownie tak zaparkować.

Dalsza trasa zaprowadziła mnie do słynnego znaku STOP, przez skrzyżowanie miałam jechać prosto. Pamiętałam, żeby zatrzymać się tuż przed linią i docisnąć hamulec, bo jest tam trochę pod górkę. Na przecinającej Ogińskiego Bartniczej ruch był spory, ale wreszcie znalazłam dogodny moment, ruszyłam i... zgasł mi silnik. Że też w takim akurat momencie zapomniałam, że to cholerne sprzęgło bierze o wiele wcześniej niż sprzęgła, do których byłam przyzwyczajona! Za późno puściłam hamulec i po ptokach. Pamiętałam natomiast, żeby w takiej sytuacji jak najszybciej ponownie wcisnąć hamulec, bo po zgaśnięciu samochód lubi się staczać - a nie byłam sama na tym skrzyżowaniu... A zatem, musiałam czekać kolejną rundkę, a czekanie dłużyło mi się w nieskończoność. Z opóźnieniem dotarło do mnie, że jakiś kierowca autobusu chce mnie przepuścić, ale pokręciłam z żalem głową, nie zdążyłabym przed tymi z lewej. Myślałam, że już nigdy stamtąd nie wyjadę i z tego napięcia doznałam chwilowego wprawdzie, ale kompletnego odmóżdżenia: zaczęło mi się wydawać, że jestem na skrzyżowaniu równorzędnym i kiedy po prawej stronie zrobiło się czysto, oznajmiłam, że ruszam i ruszyłam. Pani egzaminator spojrzała gwałtownie w lewo, ja za nią, a tam - sznur pędzących samochodów. Ja pierwsza zahamowałam. I z trwogą czekałam na skutki katastrofy, jaką spowodowałam. Chciałam nawet się cofnąć, ale już w trakcie dotykania dźwigni spojrzałam w lusterko i zmieniłam zamiar. Moje zdziwienie było chyba jeszcze większe od przerażenia, kiedy przekonałam się, że samochody z lewej nie musiały z mojego powodu zwalniać ani zmieniać kierunku jazdy. Najwyraźniej podjechałam tylko kilka(naście) cm, choć wydawało mi się, że o wiele dalej. W tym momencie powiedziałam przepraszającym tonem, że teraz to już postaram się uciec stamtąd najszybciej, jak to będzie możliwe. Kiedy tylko znalazłam właściwy moment, dynamicznie ruszyłam, a po przejechaniu skrzyżowania już tylko czekałam na polecenie zjechania na prawo i zamiany miejsc. Nic takiego jednak nie nastąpiło, więc jechałam dalej. (Po ochłonięciu uświadomiłam sobie, że przecież to ja pierwsza zahamowałam i nawet nie zdążyłam stworzyć zagrożenia w ruchu). Chyba wreszcie wyglądałam na należycie zestresowaną, bo pani egzaminator podczas tej całej akcji ani razu nie westchnęła.

Później jeszcze tylko raz podniosło mi się ciśnienie, a było to przy wyprzedzaniu rowerzysty na drodze dwukierunkowej. Odczekałam, aż przejadą samochody z naprzeciwka, oceniłam, że następne są wystarczająco daleko, włączyłam kierunkowskaz i szerokim łukiem (możliwe, że za szerokim) zaczęłam wyprzedzać. Aż tu nagle moim oczom, w połowie przedniej szyby, ukazała się linia podwójna ciągła. Czym prędzej zjechałam na prawo - rowerzysta z tyłu cały i zdrowy, bez przeszkód kontynuował jazdę. Po stronie pasażera usłyszałam głębokie westchnięcie.

Jednak przez większość czasu jechałam chyba dość poprawnie i bez szczególnych przygód, byłam skupiona tak, jak nigdy wcześniej za kierownicą, idealnie kontrolowałam prędkość, kontrolowałam też to, co dzieje się przede mną, obok i za mną. W jakiś magiczny sposób zniknęła moja gapowatość i wybiórcza koncentracja, które towarzyszyły mi od początku aż do końca nauki jazdy (na szczęście w tych ostatnich godzinach z nowym instruktorem już minimalnie). Kiedy tylko zaczynałam robić coś głupiego, natychmiast to korygowałam. Dwa czy trzy razy musiałam szybko reagować, bo na pasy bądź na jezdnię wyskoczył mi pieszy. Raz spotkałam się z niezwykłą życzliwością kierowcy autobusu, który wyraźnie opóźnił sygnalizowanie wyjazdu z przystanku, zanim go nie minęłam.

Po dojechaniu do WORDu oczywiście nie miałam pewności, czy zdałam. Mimo to napięcie, a wraz z nim koncentracja, opadły do tego stopnia, że z trudem uzmysłowiłam sobie, iż przy skręcaniu w lewo na plac, muszę jednak ustąpić pierwszeństwa pojazdowi egzaminacyjnemu jadącemu prosto z naprzeciwka. Miałam też problem z zaparkowaniem tyłem ("Prooooszę wyjechać o tutaj, a potem wjechać, bo inaczej przez pół godziiiiiny będziemy tak parkować"). Na koniec pani egzaminator zapytała mnie, jak oceniam moją jazdę, na co ja zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że średnio, bo byłam świadoma popełnionych błędów. Przytomnie przemilczałam, że i tak była to najlepsza moja jazda, jak do tej pory :-) Pani egzaminator zdegustowanym tonem omówiła moje błędy, po czym oznajmiła, że wynik egzaminu jest pozytywny, bo nie spowodowałam zagrożenia w ruchu, a poza tym, jak dodała z wyraźnym niesmakiem: "widać, że przygotowała się pani z tych zadań egzaminacyjnych". Wręczyła mi kartę przebiegu egzaminu (zaledwie 2 N w dwóch różnych kategoriach, myślałam, że będzie o wiele więcej) i życzyła miłego dnia. I to byłoby na tyle.


Jeśli miałabym coś doradzić przyszłym zdającym, to powiedziałabym, że warto potraktować ten egzamin jak każdy inny, na którym nam zależy. Moje przygotowania zaczęły się już w momencie umówienia z nowym instruktorem, z którym - po wstępnym "wypróbowaniu" go - rozpisałam sobie 10h jazd (5x2h) do zrealizowania w ciągu ośmiu dni, tak żeby ostatnie 2 h wypadły dzień przed egzaminem (którego datę dopasowałam do tej rozpiski - dokładnie tak, a nie na odwrót). Po ostatnich jazdach uważnie oglądałam nagrania z nich (wcześniej poopisywałam filmiki z najważniejszymi manewrami - np. Nadwiślańska parkowanie równoległe itp.) i robiłam notatki, zapisując rzeczy, o których chciałam pamiętać. Rano w dniu egzaminu oglądałam jeszcze na YouTube jednego pana na H. pokazującego światła i płyny eksploatacyjne - powtórek nigdy dosyć. A w trakcie samego egzaminu - tak jak pisałam wcześniej - nie myślałam o jego wyniku, jechałam tylko "od zadania do zadania".
aurelia
 
Posty: 19
Dołączył(a): piątek 25 maja 2018, 23:00
Lokalizacja: Warszawa

Re: WORD Warszawa - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Postprzez lolofo » wtorek 03 lipca 2018, 19:05

Word Odlewnicza :
1 Podejście plac POZYTYWNY miasto NEGATYWNY 28.12.17
2 Podejście plac NEGATYWNY 18.01.18
3 Podejście plac POZYTYWNY miasto NEGATYWNY 23.04.18
4 Podejście plac POZYTYWNY miasto POZYTYWNY 04.06.18

W 1 podejściu na placu bład na łuku za wcześnie zatrzymałem pojazd podczas jazdy do tyłu przód wystawał ,wzniesienie perfecto . Oblałem przy zawracaniu z wykorzystaniem infrastruktury głupia sprawa cofałem z zatoki gość z przeciwka czeka aż zawróce ,nagle on zaczał mnie omijać poboczem jakoś tak dziwnie i ja w tym czasie cofałem i ruszyłem do przodu ale egzaminator powiedział co Pan tego kierowce straszy, i przesiadka , wyszło ze wymuszenie i że w trakcie omijania ja cofałem i nie zareagowałem na potencjalne zagrożenie i cofałem dalej ale depniecia po hamulcach od egzaminatora nie było. Popełnialem błedy za dlugo właczony prawy kierunkowskaz po skrecie w prawo, złe ustawienie na jezdni jednokierunkowej,omijanie nieprawidlowo brak kierunkowskazu.

2 Podejście Szkoda gadać wzniesienie dwa razy zgasł za wcześnie puszczałem sprzegło w stosunku do ręcznego i do tego myślałem co się dzieje samochód się popsuł???, ja mówie do niego jeszcze raz ? on mówi nie, teraz to sie przesiadamy, co Pan przecież to takie proste było i hamulec Pan trzymał, a ja jak to ???? . Jeszcze po dowód osobisty sie wracałem i spóźnilem sie godzine juz myśłalem ze kasa przepadnie ale zadzwoniłem wczesniej do WORDU i sie udalo przesunąc o godzine. Załamka totalna najgorszy moment.

3 Podejście Plac perfekcyjnie. Wymuszenie na skrzyżowaniu takim dziwnym mi sie zdawało że jedno takie w Warszawie jest a egzaminator co Pan opowiada w internecie Pan cos zle wyczytał , bo ja na poczatku jak on mówił po wzniesieniu o zasadach a ja do niego że przeciez wiem to z internetu. Ze stresu juz takie głupoty gadałem. Błedy to złę ustawienie sie po skrecie w Lewo na rondzie na Łabiszyńskiej na zlym pasie jakbym miał zawracać i zmienilem w ostatniej chwili i do tego zgasł wtedy, zle ustawienie na jezdni jednokierunkowej do skretu w lewo.

W tym momencie wziołem 6 godzin doszkalania w maju

4 Podejście na placu raz zgasł na górce ale zaliczony, miasto poszło bezbłędnie według arkusza, mała wpadke mialem przy minieciu wywrotki by skrecic w prawo z Odlewniczej w Annopol egzaminator depnał bo miejsca było na zyletki a ja powoli sie pchałem, ocenil ze bym sie zmiescil tylko moglbym o krawieznik obrysowac opony , miałem proste parkowanie po lewej stronie miedzy pojazdem a krawężnikiem z prawej strony, a zawsze najbardziej obawiałem się parkowania. Na końcu egzaminu zwrócił uwagę na to że byłem zestresowany na placu, i się spytał z czego to wynika , ale chyba to logiczne.
lolofo
 
Posty: 2
Dołączył(a): piątek 08 czerwca 2018, 20:28

Poprzednia strona

Powrót do Ośrodki egzaminowania kierowców

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość