Niezdany egzamin- w poszukiwaniu rady istniej szansy

W tym miejscu zamieszczamy posty związane z egzaminami

Moderatorzy: ella, klebek

Niezdany egzamin- w poszukiwaniu rady istniej szansy

Postprzez student123 » piątek 06 lipca 2018, 18:25

Dzień dobry,

Z góry przepraszam jeśli powtarzam wątek. Szukam rady kogoś doświadczonego. Nigdy do wcześniej nie pisałam na żadnym forum, ale pomyślałam, ze być może znajdę tu dobra, doświadczona dusze, która jest w stanie mi coś podpowiedzieć.

Jakieś dwa lata temu zrobiłam przyspieszony kurs weekendowy z teori, w jednej z warszawskiej szkół jazdy (niestety nie pamietam nazwy szkoły). Teorie zdałam za pierwszym razem i rozpoczęłam naukę jazdy. To było stracone 30h. Miałam 19 lat, pierwszy raz w samochodzie, głupia gęś. Instruktor zaczął jazdy od autostrady „nań rozgrzewkę”. Nie wiedziałam nawet z jaka siła powinnam skręcać przy takiej prędkości. W sumie na placu spędziłam może z godzinę, dwie. Nie ćwiczyłam również parkowania. Działy się inne tego typu dziwne, głupie rzeczy, które skutkowały oczywiście oblaniem egzaminu po zakończonych jazdach. Wzięłam jazdy doszkalające. Problem był w tym, ze nie byłam świadoma ogromu swojej niewiedzy. Instruktor z jazd dodatkowych założył, ze skoro zdałam kurs i skończyłam jazdy to coś tam umiem. W praktyce wciąż brakowało mi godzin spędzonych na placu i jazdy po mieście z kolejnym instruktorem były zwyczajna udręka. Nie rozumiałam, dlaczego nie potrafię wykonać zadań prawidłowo. Dopiero gdy ojciec spędził ze mną kupę czasu na parkingu przy cmentarzu, wyćwiczył parkowanie i slalomy w różnych konfiguracjach, jazdy po mieście z instruktorem zaczęły mieć sens. Jednak tem okres przed ćwiczeniami z moim ojcem wypełniony był bezowocnymi godzinami w samochodzie z różnymi przypadkowymi instruktorami i niekończącymi się niepowodzeniami na egzaminach (egzaminy ostatecznie zdawałam w skierniewicach, jako ze nie przebywałam już w tamtym czasie w Warszawie). Zrobiłam rok przerwy. Odpuściłam. Nie pamietam nawet ile razy podchodziłam do egzaminu.

Od roku mieszkam w Warszawie i od paru miesięcy jeździłam z nowo poleconym instruktorem. Średnio raz, czasem dwa razy w tygodniu. Widzę efekty, chociaż wciąż nie jest idealnie, ciagle popełniam jakieś błędy w ruchu drogowym. Zwlekałam bardzo długo z nowym terminem egzaminu, instruktor zachęcał, żeby się zapisać. Poszłam. Pierwszy raz w życiu, na wszystkie te próby, nie wyjechałam nawet z placu. Za pierwszym razem nie schowałam się dobrze na łuku w miejscu postojowym (jazda tylem), a przy powtórzonym podejściu, po prostu za bardzo zwolniłam, żeby dobrze się schować i nie potrącić tylnego słupka i zwyczajnie się zatrzymalam, egzamin przerwany z powodu braku płynności jazdy.

Koniec koncow, w tym projekcie utopiłam pewnie tysiące złotych. Wydaje mi się, ze ten egzamin jest dla mnie nie do przejścia, za każdym razem się zastanawiam czy powinnam próbować dalej. Jednak wszyscy wiemy, ze cięzko dziś normalnie funkcjonować bez samochodu. Jestem jednak już bardzo zmęczona, przerażona i sfrustrowana, bo to pochłonęło to spora cześć mojej stosunkowo niewielkiej dziś, studenckiej jeszcze pensji i dużo, dużo czasu. Może macie jakieś magiczne rady co z tym wszystkim zrobić? Próbować dalej? Może jest to tak beznadziejna sytuacja, ze dalsze inwestowanie w ten biznes już się nie opłaca? Nie ukrywam, jestem trochę zdesperowana. Będę wdzięczna za każda rzetelniejsza radę.
student123
 
Posty: 2
Dołączył(a): piątek 06 lipca 2018, 17:59

Powrót do Egzamin na prawo jazdy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości