Strona 1 z 3

Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: czwartek 24 października 2013, 12:22
przez warszawa12332167
Witam :) chciałem się dowiedzieć jak najlepiej wrócic do jazdy samochodem po długiej przerwie. Ogólnie jestem osoba nieśmiała, niezdecydowaną itp, dla kierowcy są to beznadziejne cechy ale do rzeczy :) Prawko zdałem 3 lata temu za pierwszym razem, po zdaniu przejechałem się z kimś może ze 2 razy i to tyle, po prostu nie chce jeżdzic autem rodziców poniewaz gdy coś się stanie to będzie problem a swoim to swoim ;) No i tak po tych 3 latach boje się nawet cofac czy nakręcać na podwórku koło domu a chciałbym zacząc jezdzić ponieważ będzie to lepsze aniżeli autobusy itp. wiec załozyłem sobie że kupie własne auto i gdy już je będe mieć to kupie również pare godzinek jazdy dla wprawy ;) i chciałem wiedziec czy to jest dobre wyjscie? bo głupio będzie jeśli wykupie godziny kupie auto a nigdy do niego nie wsiąde. Mimo to teraz mysle iż własne auto i jazda samemu to takowe przełamanie się aniżeli jezdzenie na siłe autem rodziców i kimś z boku bo nawet tego już od 3 lat nie robie bo nie chce.

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: czwartek 24 października 2013, 14:44
przez Borys_q
Kup auto wsiadaj i jedz, ewentualnie daj się podwieść na jakąś drogę o małym ruchu.

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: czwartek 24 października 2013, 15:12
przez Radhezz
Ale 2-3 godziny dla przypomnienia podstaw też może wziąć.

Tyle że potem trzeba jeździć już samemu, bo inaczej brak temu sensu.

Ja powiem tyle że znam sporo osób które po zdaniu prawka jeżdżą mało lub wcale bo się boją, a do miasta to już absolutnie nie pojadą... Nie rozumiem ich podejścia, bo idą na łatwiznę, i w ten sposób niczego nie osiągną. Sam pamiętam jak parę ładnych lat temu mając jeszcze tylko kat. B jeździłem z 6-cio metrową przyczepką - jak przyszło do nawrócenia miałem wybór albo nakręcić na placyku przy drodze, lub próbować wycofać w poprzeczną uliczkę (b. małe natężenie ruchu) - pierwszy raz w życiu miałem cofać z przyczepą, i od razu miał to być najtrudniejszy możliwy manewr... Zajęło to 20min, ale za każdym razem kolejnym szło coraz lepiej, aż cofałem tym zestawem jak samą osobówką... Teraz zadaj sobie pytanie czy w razie czego na pewno nie pójdziesz na łatwiznę ;)

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: czwartek 24 października 2013, 16:28
przez Borys_q
Ale 2-3 godziny dla przypomnienia podstaw też może wziąć.


Może ale to strata pieniędzy jakieś pole las czy inny plac i pokręcić się trochę poinien.

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: czwartek 24 października 2013, 18:36
przez jasper1
Znam parę osób, które w podobnej sytuacji zdecydowały się na rozpoczęcie samodzielnej jazdy - po okresie 3 do 8 lat. Wszystkie zdecydowały się na wykupienie jakiejś ilości godzin.
Myślę,że czy zaczynać samodzielnie czy pojeździć z instruktorem zależy trochę od tego, gdzie będziesz tym samochodem w najbliższej perspektywie jeździł.
Moi znajomi mieli przed sobą konieczność jazdy w dużym ruchu miejskim, względnie jeszcze dojazdy kilkadziesiąt kilometrów krajową ósemką do Wrocławia lub wyjazd z Polski do pracy.
Myślę, że na to pokręcenie się po bocznych drogach może nie wystarczyć.
Natomiast jeśli możesz stopniować sobie zadania poczynając od najbliższego kiosku czy osiedlowego sklepu i pomału wypuszczając się dalej, to może tak.

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: czwartek 24 października 2013, 21:39
przez warszawa12332167
Mieszkam na wsi :) koło domu mam dużo łąk itp po których mozna jeżdzic ;) dlatego mam nadzieje ze jesli juz bede mial wlasne auto to nie bede sie bał że cos zrobie i powoli się wczuje :) na wsi aby sie przyzwyczaic a z czasem do miasta ;)

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: wtorek 29 października 2013, 23:53
przez furby
@Borys i @Jasper: po co wydawac kase?
Znam kobiete z 30letnim stazem jako kierowca. A teraz wyobrazcie sobie, ze kilka razy zalatwiala kierowce aby przyjechal z salonu do domu nowiutkim autem - potem brala auto na malo uczeszczana droge aby przejechac sie.
Natomiast ja zawsze wsiadam i jade autem bez takich ceregieli o jakich napisaliscie.

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: środa 30 października 2013, 14:36
przez Radhezz
furby napisał(a):Znam kobiete z 30letnim stazem jako kierowca. A teraz wyobrazcie sobie, ze kilka razy zalatwiala kierowce aby przyjechal z salonu do domu nowiutkim autem - potem brala auto na malo uczeszczana droge aby przejechac sie.
Natomiast ja zawsze wsiadam i jade autem bez takich ceregieli o jakich napisaliscie.

To wsiądź i pojedź ciężarówką "miszczu", najlepiej taką z lat 70-tych lub starszą, zobaczymy jak ci pójdzie :mrgreen:

Co to ma w ogóle do tematu tego wątku? Czy ta kobieta nie jeździła długi czas, czy jak? Czy może znowu próba udowodnienia wyższości mężczyzn nad kobietami...? :roll:

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: środa 30 października 2013, 15:10
przez jasper1
furby napisał(a):@Borys i @Jasper: po co wydawac kase?
(...)ja zawsze wsiadam i jade autem bez takich ceregieli o jakich napisaliscie.

No cóż, furby, ludzie mają różne poczucie krytycyzmu wobec siebie, różny poziom oczekiwań w stosunku do własnych umiejętności i różne poczucie odpowiedzialności za siebie i innych.
Nawet jeśli wsiadasz i jedziesz, to wcale nie znaczy, że ci którzy mają opór, gdyby wsiedli, to pojechaliby gorzej od ciebie i że tak jak Ty robisz jest najlepiej.
Wyobraź sobie, że są ludzie, którzy zamiast zachwycać się sobą po prostu od siebie wymagają.

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: środa 30 października 2013, 22:26
przez Nata
Również uważam, że parę godzin u dobrego instruktora nie zaszkodzi. Nie chodzi o przypomnienie sobie jak ruszać autem, itp. bo to można samemu poćwiczyć. Bardziej o dobre nawyki, doświadczony instruktor zwróci uwagę na to, co należy podszkolić. Warto też przejechać się z nim po najtrudniejszych skrzyżowaniach w mieście. Pieniądze na to poświęcone nie będą stracone, gdyż jest to inwestycja w siebie i swoje umiejętności, a to zawsze procentuje.

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: środa 30 października 2013, 23:10
przez furby
@jasper: zgoda. jednak pomysl idiotyczny. Bo musisz zalatwiac kierowce, tracic czas, itp. W dodatku doswiadczona kobieta daje dupy, a drugi doswiadczony kierowca potrafi dac rady?

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: czwartek 31 października 2013, 03:27
przez lith
Jej sprawa jak sobie załatwiła. Kolega po zdaniu prawka wziął autko od rodziców, próbując zawrócić zarysował cały bok samochodu- zanim zdążyłem do niego zejść to zdążył przypadkiem zaparkować w klatce schodowej tak, że wychodzić z niej trzeba było po samochodzie :mrgreen:

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: czwartek 31 października 2013, 22:50
przez furby
@lith: dlatego tez powinno sie juz lata temu polepszyc system nauki jazdy skoro nawet doswiadczony kierowca ma problem aby jechac nowym autem.

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: sobota 02 listopada 2013, 22:29
przez lith
Nie był to doświadczony kierowca :P Na system nauki specjalnie nie narzekam. To ma być kurs na prawko, a nie kilkuletnia szkoła. Coś za coś. Jak doświadczony kierowca ma z czymś problem, to ciężko to zwalać na szkołę jazdy.

Re: Jak wrócic do jazdy?

PostNapisane: poniedziałek 11 listopada 2013, 03:22
przez beeresik
Prawo jazdy zdałem w styczniu 2013. Przed pójściem na kurs moje doświadczenie za kierownicą to jakieś 10 minut jazdy w wieku ok 15-16 lat na nieoświetlonej, nieasfaltowej drodze, w starym już prawie zezłomowanym maluchu, który również świateł nie miał. Wiadomo jak się to musiało skończyć. Przy drodze było pusto, ale stała tam jedna latarnia. Oczywiście na tej latarni zakończyłem swoją jazdę, o dziwo po przywaleniu - latarnia włączyła się:) Mimo, że sytuacja nie była zabawna, to z kolegą zaczęliśmy się śmiać. Maluch i tak już nadawał się tylko na złom. No ale nie o tym mowa, brak jakiegokolwiek doświadczenia sceptycznie nastawił mnie do całego kursu i jazd. Odbyłem 30 godzin jazd i instruktor mówił, że mam duże szanse na zdanie. Oczywiście moja prokrastynacja sprawiła, że na egzamin zapisałem się dopiero w październiku czyli po pięciu miesiącach od skończenia kursu. Przed egzaminem wykupiłem sobie 2 godziny jazd i wtedy poczułem się właśnie jak bym pierwszy raz wsiadał do samochodu. Instruktor mówił, że lepiej abym nie szedł na egzamin bo szkoda kasy, a tak to przepadnie tylko połowa. Ale druga godzina już jakoś lajtowo szła i wybrałem się na egzamin jednak. O dziwo udało mi się zrobić łuk mimo tego, że nie ćwiczyłem go na jazdach dodatkowych więc był to mój pierwszy łuk po kursie:) Wyjechałem na miasto i tam oblałem, ale nawet wróciłem z instruktorem do wordu:) Potem różne sytuacje znowu pokrzyżowały mi plany i powtórka z rozrywki - grudzień, zima znowu egzamin. Tym razem również sobie dokupiłem dwie godziny i znowu to samo uczucie. Tutaj sytuacja jeszcze gorsza, bo szkoła jazdy była w samym centrum miasta i była godzina 16 gdy je zaczynałem. Tak samo początkowe minuty to istna masakra. Instruktor pewnie dziwił się jak ja w ogóle zdałem kurs. Pojeździłem dwie godziny, zrobiłem parę razy łuk a instruktor do mnie żebym lepiej nie szedł tylko wziął sobie jeszcze kilka takich jazd doszkalających. Tak też zrobiłem. Oczywiście i tak żadnych godzin nie wykupiłem, tylko zapisałem się na styczeń bo była masakra z kolejkami gdy wchodziły nowe przepisy. I zrobiłem dokładnie to samo. Na dwa dni przed egzaminem tylko dwie godziny jazd i na tych jazdach jakoś wyjątkowo dobrze mi szło. Jechałem wtedy pierwszy raz innym samochodem - Suzuki Swift i o wiele lepiej niż Toyotą. Tak samo, ciężkie chwile były tylko na początku przez pierwsze parę minut. Tym razem już jednak mniej ciężkie niż wcześniej. Niestety nie pojechaliśmy na łuk i nas tym ubolewałem, ale pomyślałem, że jakoś dam radę, bo nie szło mi to nigdy źle. No i nadszedł egzamin, stres jak nie wiem co, parę osób przede mną oblało. I zgasł mi na łuku zanim ruszyłem:( To była chyba jedna z bardziej stresujących sytuacji w życiu, ale jakoś udało mi się zrobić łuk za drugą próbą, wyjechałem na miasto i zdałem:) Było to 14 stycznia i od tej pory do przedwczoraj ani razu nie wsiadłem w samochód. Minęło 9 miesięcy, mamy październik. Postanowiłem kupić samochód od znajomej. Właścicielka dała mi się przejechać i dosłownie miałem to samo uczucie jak przed tymi jazdami. Ale minęła niedługa chwila i jakoś lepiej mi się zrobiło. Poszliśmy na przegląd i potem ona prowadziła. Po podpisaniu umowy wsiadłem ja i nie miałem już wyboru:) Musiałem odwieźć znajomą do domu przez pół miasta. Jakoś dałem radę:) Potem już samotna jazda przez miasto, było ciemno, padał deszcz, ze swoich wszystkich jazd tylko dwie godziny odbyłem po ciemku. Jakoś spokojnie mi się jechało i nie czułem już wielkiego stracha. Jechałem sobie główną aleją jakieś 60 na godzinę. Udało się dojechać do domu:) Teraz mam samochód drugi dzień - byłem już nim w pracy, na zakupach pojeździłem trochę po mieście, byłem zatankować wiem, że nie robię wszystkiego dobrze, ale się wprawiam. Jeżdżę większość sam albo z dziewczyną, która nie ma prawka Dobrze mi się jeździ wieczorami jak już są puste ulice. Podsumowując - po dłuższej przerwie najgorsze są tylko pierwsze chwile, pierwsze minuty. Potem się człowiek wprawia, przypomina sobie wszystko i aż chce się jeździć:) Wiadomo, że osoba, która jeździła 5 lat, może potem nie jeździć przez 10 i wydaje mi się, że nie będzie miała większych problemów z ponowną jazdą samochodem, bo zdobyte doświadczenei nie umknie tak szybko. Pierwsze chwile są najgorsze, potem już wszystko wraca do normy i człowiek jest z siebie zadowolony.