Pierwsza godzina jazdy z instruktorem

Tutaj możecie zamieszczać opinie dotyczące kursów na prawo jazdy

Moderatorzy: ella, klebek

1 jazda

Postprzez iilloonnkkaa3 » piątek 12 marca 2010, 13:46

Moja pierwsza jazda, wygladala bardzo podobnie jak wasza;) z instruktorem na plac i tlmaczenie co gdzie jest a potem jazda w kolko i pewne obycie sie z autem ; ) a potem ruszanie i zatrzymywanie , ruszanie i zatrzymywanie ;] co mialo na celu nauczenie mnie plynnego ruszania ; ) Hehe, dla tych pierwszych jazd moglabym zdawac prawko jeszcze raz ; )
iilloonnkkaa3
 
Posty: 1
Dołączył(a): piątek 12 marca 2010, 13:38

Postprzez Lavonne » piątek 12 marca 2010, 19:26

A moja pierwsza jazda hmm 8) placyk, ruszanie, hamowanie i jazda w kółko przez pół godziny a potem na miasto :lol:
Odbyło się bez stresu, myślałam że będzie gorzej:P
Lavonne
 
Posty: 1
Dołączył(a): piątek 12 marca 2010, 19:22

Postprzez Triinu » poniedziałek 19 kwietnia 2010, 21:09

Pierwsza jazda- super!
-Jeździłaś już kiedyś samochodem?
- tak, z tatą z 2-3 razy po osiedlu
- okey, tu masz sprzęgło, hamulec, gaz...jedyneczka i wyjeżdżamy na miasto
:twisted:

I ta oszałamiająca prędkość 90 km/h na pierwszej jeździe z której byłam bardzo dumna :lol:

Będę miło wspominać cały kurs :D
8 kwiecień 2010, godz. 17:46- zdane!
Avatar użytkownika
Triinu
 
Posty: 40
Dołączył(a): sobota 10 kwietnia 2010, 22:46

Postprzez stei » niedziela 09 maja 2010, 10:38

Ja też przed pierwszą jazdą byłem strasznie zestresowany... 7 rano, -10 stopni, było to 4 stycznia 2010... Pani instruktor zawiozła mnie ze stacji benzynowej na plac, omówiła co gdzie w samochodzie jest. Ja nigdy wcześniej nie jeździłem, nie wiedziałem nawet dokładnie gdzie jest sprzęgło, hamulec i gaz... Pojeździliśmy po zaśniezonym placu- z 20 cm śniegu było jak nic. I po kilku min. wyjechaliśmy na miasto. Byłem pewien, że pani weźmie mnie gdzieś na jakąś wioskę pojeździć a tu... centrum, wszystkie największe skrzyzowania... Przezyłem Wink i dzisiaj mogę pochwalić się prawkiem w kieszeni...;]

Pozdrawiam serdecznie :)
stei
 
Posty: 7
Dołączył(a): wtorek 13 kwietnia 2010, 21:54

Postprzez staszekst » wtorek 11 maja 2010, 11:56

Wczoraj obiecałem sobie, że po swojej pierwszej jeździe samochodem zarejestruję się na tym forum i podzielę wrażeniami na gorąco z debiutanckiej jazdy. Zacznijmy od początku:

Na prawko zdecydowałem się zapisać dość późno, po studiach. Wszyscy już mieli, tylko ja pozostawałem jedynym bez prawa do jazdy. Mieszkam już ze starszymi rodzicami, nie miał mnie kto nauczyć, pomóc, a jak kogoś prosiłem to nie miał czasu i mówił, nauczysz się sam (teraz wiem, że w tym była racja). Przerażony tym, że sobie nie poradzę odkładałem latami zrobienie prawka. Dziś wiem jaki byłem głupi. To moje życie, nie powinienem się przejmować uwagami innych i robić tak, by w życiu walczyć o swoje, bo za mnie nikt inny niczego nie zrobi, ani tym bardziej nie zda prawka.

Podsumowując: największą przyczyną tego, że x-lat nie zrobiłem prawka był paniczny strach, strach przed tym, że sobie nie dam rady, lub ktoś mnie wyśmieje, jak się okazało niepotrzebny, nieuzasadniony strach.

Dziś na godzinę 8 miałem zaplanowane dwie godziny pierwszej jazdy. Wczorajszy dzień był straszny. Prawie nic nie jadłem, nie mogłem spać, oglądałem TV, czytałem to forum itp. Czas leciał strasznie wolno. Z jednej strony bałem się, a z drugiej chciałem mieć to już za sobą. Z jednej strony jakaś podświadomość mówiła mi, że nie dam robie rady, a z drugiej ta sama podświadomość, że tyle ludzi zdało, które nie powinny zdać, tyle osób się nauczyło to i ja dam radę, bo na pewno nie jestem gorszy.

Instruktor spóźnił się 10 minut, co potęgowało moje nerwy. Do tego zaczęło kropić. Zatrzymał się pod moim domem, usiadłem obok niego, po czym on powiedział, że tylko zjedziemy w jakieś ustronne miejsce to od razu siadam za kółko, wcześniej powie mi tylko podstawowe rzeczy o fotelu, lusterkach itp. bo na to zwraca się uwagę w czasie egzaminu.
Zajechaliśmy obok miejscowej stacji PKP. Przesiadłem się na fotel kierowcy. Pierwszym samochodem, za którego kółkiem siedziałem był czerwony Ford Fiesta. Ustawiliśmy fotel, lusterka, krótko o biegach, pasy i w drogę. Zapytałem się jeszcze co robić, przy ruszaniu z jedynki, by nie zgasł. Instruktor powiedział: 2 tysiące obrotów, powoli puszczasz sprzęgło, trzymasz je jeszcze chwilę jak już samochód jedzie i potem noga na bok). Za pierwszym razem nie zgasł. Tego bałem się najbardziej. Od razu wczułem się w kierownicę, pokonałem prostu łuk, powoli 30 dziur w drodze i bez problemów wbiłem dwójkę. Po przejechaniu 0,5 kilometra dojechaliśmy do końca drogi. Zawróciłem podświadomie na trzy (bez kierunkowskazu) i wracaliśmy tą drogą. Dojechaliśmy do głównego skrzyżowania i główną drogą dalej. Wtedy mi pierwszy raz zgasł, bo hamowałem nie wciskając na sprzęgło (to się chyba nazywa zaduszenie samochodu).

Instruktor od razu powiedział, że tym nie ma się co przejmować, że tak będzie często i pewnie się nauczę z czasem. Powiedział, co zrobiłem źle i ruszyliśmy. W całej 2-godzinnej jeździe samochód zgasł mi może 3 razy, ale nigdy jak ruszałem. Nawet nie podrywał itp. Tego tak się bałem, a to wypadło najlepiej.

Cała jazda odbywała się między wioskami, gdzie głównie jest spokój choć kilkanaście aut i autobusów wyminąłem, pieszych ominąłem, a jednego rowerzystę nawet wyprzedziłem (na końcu jechałem przez rondo i drogę krajową o bardzo dużym ruchu). Rozwinąłem magiczną prędkość 90kmh.

Od razu dobrze wychodziło mi wchodzenie w łuki. Bezproblemowo też zmieniałem biegi. W mieście gminnym jadąc drogą wojewódzką zobaczyłem w oddali na przejściu młodą dziewczynę (ok. 18 lat). Pomyślałem sobie, że sprawdzę, jak idzie mi zatrzymywanie się przed przejściami. Reakcja była za późno, bo lekko wjechałem na przejście, zgasł mi samochód, ale owa dziewczyna uśmiechnęła się, przeszłą bezpiecznie i to było najważniejsze. Chyba doceniła to, że nie musiałem, bo dochodziła dopiero do przejścia, ale chciałem się zatrzymać. Następne przejście przed rondem było już bardzo dobrze wykonane: zatrzymałem się przed pasami (przechodziła taka starsza Pani), potem przed wjazdem na rondo.

Z kolei, gdy jechałem przy zakazie 30km/h na dystansie około 500 metrów to widziałem jak po kolei wszyscy mnie wyprzedzają. Od razu pomyślałem sobie, że ludzie szybko zapominają jak to jest być kursantem nie mówiąc o tym, że przepisy ruchu drogowego mieli w poważaniu.

Ostatecznie udało mi się cało wrócić pod dom, nie uszkodziłem samochodu, instruktor był cały i zdrowy. Praktycznie całą jazdę rozmawialiśmy, było zabawnie, głównie dlatego, że instruktor pochodził z mojego miejsca zamieszkania.

Przede mną jeszcze wiele nauki, ale dziś wiem, że jazda samochodem to wielka frajda i przyjemność. Daleko mi jeszcze do poprawnej jazdy samochodem. Troszkę źle ustawiałem się na skrzyżowaniach, nie zawsze patrzyłem w lusterka i przy zmianie biegów rzadko, ale auto zjeżdżało mi trochę na lewo. Należy też dodać, że jeździłem ogólnie po mało skomplikowanych drogach. Mimo to jestem z siebie dumny i nie mogę doczekać się kolejnej jazdy.

Przede mną plac, wielkie miasta i pewnie duży stres i wiele źle zrobionych rzeczy, ale najgorsze już za mną. Wsiadłem pierwszy raz do samochodu, przejechałem około 70 kilometrów i było super. Pokonałem strach i zwyciężyłem siebie.

Jestem tym szczęśliwcem, że jeśli uda mi się zdać (a na pewno się uda) to czeka na mnie autko, na które odkładałem bite dwa lata. Zacznę spełniać marzenia, założę firmę i przewiozę samochodem moich rodziców. To dzięki temu, że wreszcie się odważyłem. Moje marzenia się spełnią.

Dlatego jeśli masz obawy, inni nie wierzą w Ciebie, boisz się pierwszej jazdy to pamiętaj o kilku podstawowych zasadach.

- Nikt tak, jak Ty nie wykorzysta Twojego potencjału.
- Twój los leży w Twoich rękach.
- Nikt za Ciebie nie zrobi prawa jazdy.
- Na kursie jest cała lawina osób, które mają po raz pierwszy styczność z samochodem. To żaden wstyd czegoś nie wiedzieć. Skoro one się odważyły i dały radę, Ty też dasz radę. Instruktorzy uczą od podstaw i są już tak wyczuleni, że nic ich nie zdziwi, ani zaskoczy.
- Żadna osoba od razu nie potrafi dobrze jeździć samochodem. To prawda, że wiele osób traktuje eLkę na drodze, jako zło konieczne, ale z drugiej strony cała masa kierowców zachowuje się bardzo w porządku: zjedzie do boku, zachowa odstęp, poczeka na skrzyżowaniu.

Rację mają Ci, którzy mówią, że pierwszą jazdę pamięta się do końca życia i co by nie było, zawsze się ją mile wspomina. Bo pokonuje się najgorszą przeszkodę. Najgorzej jest zacząć. Reszta przyjdzie sama o odpowiedniej porze.

P.S
Dodam, że przed swoją jazdą wiele, naprawdę wiele czytałem. Miałem między innymi 300-stronicową instrukcję obsługi Toyoty Yaris. Wprawdzie ten samochód trochę inaczej wyglądał niż Ford Fiesta, ale dzięki temu, że przeczytałem instrukcję 2-razy dowiedziałem się wielu cennych informacji o prowadzeniu samochodu, wirtualnie nauczyłem się na pamięć skrzyni biegów, wirtualnie ćwiczyłem zmianę biegów. Czytałem fora, strony internetowe i uważam, że dość dobrze nauczyłem się przepisów ruchu drogowego. To naprawdę pomogło. Dodam, też, że jednak praktyka uczy najwięcej i jest dużo lepsza niżeli sucha teoria.

Powodzenia...
staszekst
 
Posty: 2
Dołączył(a): wtorek 11 maja 2010, 11:49

Postprzez Gelo » czwartek 03 czerwca 2010, 16:02

Eh.Dzisiaj była moja pierwsza jazda.Z samochodem już styczność miałem,ruszyć,zmieniać biegi itp.Jednak moje doświadczenie kończyło się na polnych drogach,a to zupełnie inna bajka.Stres ogromny,wiadomo,jednak jakoś tam jeździłem,lepiej lub gorzej.Trochę problemów z pogodzeniem wszystkich czynności typu : kto tu ma pierwszeństwo,redukcja,kierunkowskaz,lusterka ,skręt. No i kilka na prawdę głupich błędów , szczególnie na rondach.Jeździłem mało dynamicznie ,mało pewnie , ale ze spokojem i rozwagą.Nie zgasł mi ani razu, ale to zasługa tego ,że już wcześniej jeździłem.Na pewno jeszcze będzie lepiej,tylko muszę się przyzwyczaić. :) Pozdrawiam.
Gelo
 
Posty: 15
Dołączył(a): wtorek 11 maja 2010, 22:19

Postprzez kottlex » wtorek 06 lipca 2010, 18:07

Dziś był mój pierwszy raz za kółkiem :D Instruktor zjawił się punktualnie i jego pierwsze pytanie czy jeździłem kiedykolwiek to mówię, że nie. Pojechaliśmy na plac i pierwsze co to tłumaczył wszystko, przyciski w samochodzie, biegi, pod maską co gdzie itd. Po czym zrobił parę kółek na placu i zmiana miejsc i jadeeee... no i 4 kółeczka na placu i wyjazd na miasto (dopiero były emocje! :o ) Ale szybko zauważyłem, że niema się czego bać w końcu jestem asekurowany przez instruktora. Z początku droga mało ruchliwa i letkie zakręty, potem skrzyżowania, rondo, bardziej ruchliwe drogi w końcu koniec zleciało momentalnie te 2h :) Na końcu powiedział z czym mam problem, że to każdy tak z początku itd. Ogólnie to nie mogę się doczekać kolejnego razu :D
A problem mam taki: za szybko puszczam sprzęgło, za duże obroty przy ruszaniu, czasem zetnę zakręt :oops:
kottlex
 
Posty: 1
Dołączył(a): wtorek 06 lipca 2010, 17:07

Postprzez Enko_ » sobota 10 lipca 2010, 23:25

kottlex napisał(a):A problem mam taki: za szybko puszczam sprzęgło, za duże obroty przy ruszaniu, czasem zetnę zakręt Embarassed

Nie martw się, większość moich znajomych, razem ze mną, na początku męczyła się z tym samym. Po kilku/kilkunastu lekcjach wyczujesz samochód : )

Pamiętam moją pierwszą lekcję jak dziś... Byłam pełna entuzjazmu! : D
23 styczeń 2010, godzina 18:30. Instruktor był na czas, "nauczyłam się" ruszać, w ogóle nie słyszałam jak silnik warczy, wtedy mogłabym całe miasto przejechać na jedynce, ważne, że samochód jechał.
Mimo wszystko, gdy pierwsza godzina się skończyła i instruktor kazał mi wjechać na osiedle po kolejną kursantkę byłam zdruzgotana, że ta godzina tak szybko minęła.
Mimo wszystko - cieszę się, że mam to za sobą : D
Enko_
 
Posty: 5
Dołączył(a): sobota 10 lipca 2010, 18:08

Postprzez Borys68 » niedziela 11 lipca 2010, 09:32

staszekst napisał(a):Wczoraj obiecałem sobie, że po swojej pierwszej jeździe samochodem zarejestruję się na tym forum i podzielę wrażeniami na gorąco z debiutanckiej jazdy. Zacznijmy od początku:

Pięknie napisane. W tym, co pisałeś widziałem też i siebie. Też odkładałem wyrobienie prawa jazdy. No i tak odkładając dojechałem do 40-tki ...
Ale byłeś bardziej metodyczny niż ja - ja tylko wybrałem szkołe (gdzie reszta rodziny robiła PJ), zobaczyłem, że jest kurs na automacie i dalej już z górki ...
A moja pierwsza jazda - jeździłem po parkingu ... ale i tak było to dla mnie stresujące. :D
Borys
PJ ("1.06"; "78") odebrane 4.V.2009
Borys68
 
Posty: 1057
Dołączył(a): czwartek 23 kwietnia 2009, 06:22
Lokalizacja: Warszawa-Bielany, Rzeczpospolita Polska

Postprzez Ekhangel » poniedziałek 19 lipca 2010, 22:15

Mnie instruktor wziął po prostu na poboczną uliczkę osiedlową, żadnych numerów z placami, lotniskami (?) itd. Bardzo mi to zresztą odpowiadało, bo już po 10 minutach wyjeżdżając na pełnowymiarową ulicę w centrum miasta, czułem się jak prawdziwy madafaka za kółkiem, prawojazdowy weteran. Nic w tym dziwnego, bo rodzice uczyli mnie jeździć od 5 lat (oczywiście bardziej pod kątem obsługi pojazdu, niż poruszania się po mieście).

Niestety, auto mi podczas kursu też trochę gasło, więc początkowy skill szybko się niweluje po przebyciu swoich pierwszych L'kowych kilometrów.

Jutro egzamin, chyba jeden z najważniejszych dni życia. No, jeśli zdam. Jak nie - ten kolejny będzie najważniejszym, hehe.
Avatar użytkownika
Ekhangel
 
Posty: 66
Dołączył(a): sobota 17 lipca 2010, 16:09

Postprzez damianp » poniedziałek 19 lipca 2010, 22:41

hm... pierwsza jazda, a bez emocji wielkich. Wiedziałem, że umiem coś tam jeździć, ale że bez większych umiejętności. Najpierw plac. Ruszyłem, pojeździłem po placu, i na miasto. Fajnie, zadowolony wróciłem. Dodam że pierwsza jazda to o godzinie 20 była ;) tak więc nocna jazda już na pierwszy ogień ; )
damianp
 
Posty: 16
Dołączył(a): sobota 17 lipca 2010, 22:08

Postprzez ubunciak » czwartek 22 lipca 2010, 20:30

Widzę, że tu wszyscy same mastahy a jedynie ja taki wioskowy głupek ;)

Dzisiaj pierwszy raz za kółkiem, najpierw tłumaczenie do czego te wszystkie knefle służą (już nie pamiętam ;) ), potem na placu ruszanie. opornie. parę razy zgasł przy zatrzymywaniu się, parę razy chciałem zmieniać biegi bez sprzęgła, raz wje* się na słup ;)

Potem sru na miasto. O dziwo nie zgasł (chyba), ale ały czas te same problemy z:

- ba wyczucia samochodu i drogi. myślałem że do wszystkiego dobije. nie czuje wymiarów. wymijanie było dramatyczne.

- bez przerwy problem z pedałami, a to klinował mi się but przy wypuszczaniu sprzęgła, a to jak dałem hamulec to bylismy na przedniej szybie, a jak dałem gaz to SRU SRU na 4k obrotów.

--

Fajnie było ale jestem zmartwiony, że tak opornie mi idzie. Noga na sprzęgle mi się blokuje, nie umiem dodać lekko gazu bo jak dotknę gazu to od razu SRU SRU, a jak chce zahamować to jeb, to samo coz gazem.

edytowany przez moderatora-OT skasowany
ubunciak
 
Posty: 52
Dołączył(a): czwartek 20 listopada 2008, 20:25

Postprzez doom1591 » piątek 23 lipca 2010, 10:02

Pierwsza godzina.. Jak to szybko zleciało. Jestem już po kursie za chwilę egzamin, ale pierwszą godzinę pamiętam bardzo dobrze. Bardzo się denerwowałam tym, że nie potrafię nawet podstawowych rzeczy zrobić jak ruszyć, prowadzić prosto samochód, że nie wiem gdzie się co włącza. Wiedziałam, że idę na kurs, ale jednak dużo ludzi ma jakieś pojęcie wcześniej, a ja bałam się, że instruktor będzie zirytowany jeśli będzie musiał mi wszystko tłumaczyć nawet gdzie jest sprzęgło , gaz i hamulec. Byłam taka zielona. Miło wspominam okres kursu:)
Stresowałam się bardzo, a nie było czego. Poszłam na umówione miejsce. Żadnej Elki nie było więc znowu nerwica, że pomyliłam parkingi. Oczywiście telefon do chłopaka i upewnienie się że stoję w odpowiednim miejscu, bo on też w tym ośrodku robił prawo jazdy. Bardzo poważnie podchodziłam do tej pierwszej godziny czułam, że od tego zależy to czy zdam czy nie zdam w przyszłości. Że jak mi teraz nie wyjdzie to na pewno nigdy nie wyjdzie. No, ale w końcu moim oczom ukazała się niebieska micra wjeżdżająca na parking. Szybko poleciałam sobie do pana instruktora, przywitałam się. Pan K. od razu zaprosił mnie na siedzenie za kierownicą. Oczywiście zonk. Mówię, ale ja nie umiem ruszać nawet. I przerażona mina. Jednak pan K. powiedział żebym była spokojna na razie nie będzie kazał mi jeździć tylko mi wszystko wytłumaczy. No i tłumaczył co do czego. Po tej pierwszej lekcji nic z tego i tak nie zapamiętałam dopiero później. Ale udawałam że czaję co i jak. No i powiedział, że zrobimy sobie kółeczko po parkingu. I, że on mi będzie pomagał. Tylko żebym oswoiła się z siedzeniem za kierownicą. No to ruszyliśmy popuściłam sprzęgło i jechałam. Z zawrotną prędkością hehe nawet nie dodawałam gazu tylko na pół sprzęgle. Ale i tak bałam się, że nie zdążę skręcić. No i tak zrobiliśmy kilka kołek pojeździliśmy między latarniami na parkingu. Oczywiście to instruktor głównie kierował, ale i tak było dobrze. Nie wyjechaliśmy na miasto, bo chyba stwierdził, że za mało łapię. Z niektórymi kursantami wyjeżdżał z niektórymi nie. Ja się czułam zbyt niepewnie. No więc się skończyło. I umówiliśmy się na kolejny dzień. TYm razem miasto 2 godziny. To był szok. Byłam podjarana, ale i przerażona. Ciągle zjeżdzałam do lewej krawędzi miałam wrażenie, że ten samochód jest bardzo szeroki i że nie zmieścimy się na pasie. Ręce mi latały o zmienie biegów nie wspomnę bo w ogóle nie umiałam wrzucać miałam tak sztywną rękę że o mało to był wyrwała ten drążek a nie delikatnie zmieniła bieg. Ale to wszystko to już przeszłość:) na szczęście opanowałam jazdę samochodem. Wszystkim, którzy są zieloni tak jak ja byłam głowa do góry;) bo wszystkiego człowiek się nauczy nawet ten słabo kapujący jak ja:P
doom1591
 
Posty: 6
Dołączył(a): piątek 23 lipca 2010, 09:39

Re: Pierwsza godzina jazdy z instruktorem

Postprzez YaMaSuKrO » poniedziałek 18 października 2010, 20:42

Ja własnie 1sza h mam za sobą Instruktor dostał sms'a czy by nie zabral innego kursanta zgodził się ..Spytał Mnie czy dam rade a było juz dosyc ciemno ja mówie , że nigdy nie jezdzilem no , ale jakos ruszyłem byłem tylko skupiony na sprzegle i gazie a co wkoło nie liczyło się :D . Sam łapał mnie za reke i biegi zmienial bo ze strachu wszystko zaczeło Mi się motać . Najbardziej zabolal Mnie TeXt "Dawno takiego antytalentu nie miałem :lol: " a Mi się w sumie wydawało , ze jak na 1h nie jest tak tragicznie . Ogólnie w ogóle nie krzyczał i mówił po to jest , zeby nauczyć , ale ten antytalent troche mnie zniechecil . Co ma być to będzie co nas nie zabije to nas wzmocni jutro kolejna godzina i będzie widno , moze będzie lepiej Trochę psychicznie zmęczony jestem , ale ogólnie bylo fajnie . Mam problemy z biegami i czasami łapal mi kierownice Mi się wydawało że skrecam dobrze a on momentami mnie kierował . Samochód raz Mi zgasł ,ale to chyba dlatego tylko , ze on 3mał Mi sprzegło .
Jeszcze Jak Mi cos w czasie jazdy mówił to nie docierało do Mnie tak byłem skupiony .
Ja tam osobicie radze , żeby ktoś bliski nauczył ruszać , zmieniac biegi te podstawowe rzeczy a bedzie dobrze . Ogolnie na spokojnie to wydaje sie proste , ale jak czlowiek 1sza raz siada to najprostsza rzecz staje się cięzka . Nie ma co zwlekac tylko iść PoŻdro .
YaMaSuKrO
 
Posty: 6
Dołączył(a): poniedziałek 18 października 2010, 20:18

Re: Pierwsza godzina jazdy z instruktorem

Postprzez racjaa » poniedziałek 18 października 2010, 21:39

(wykasowany)
Ostatnio zmieniony poniedziałek 19 marca 2012, 23:01 przez racjaa, łącznie zmieniany 1 raz
racjaa
 
Posty: 44
Dołączył(a): czwartek 23 września 2010, 10:15

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Szkolenie kierowców

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości