Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Tutaj możecie zamieszczać opinie dotyczące kursów na prawo jazdy

Moderatorzy: ella, klebek

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez Cyryl » sobota 23 czerwca 2018, 18:06

można sprawdzić, jeżeli instruktor ma dobrą średnią, to wina raczej po stronie uczącego się, jeżeli instruktor ma słabą średnią, to wiadomo.

ale powtarzam to zawsze; w szkole nauczyciel uczy całą klasę jednakowo, a jedni dochodzą do czegoś, inni wiodą średnie życie, a kolejni staczają się na dno.
a przecież dostali taki sam zasób wiedzy.
Cyryl
 
Posty: 1287
Dołączył(a): niedziela 01 stycznia 2017, 19:54
Lokalizacja: Wrocław

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez spokoloko » sobota 23 czerwca 2018, 18:41

Ale nie ma chyba dostępu do zdawalności konkretnego instruktora. Tak samo zdawalność osk w sumie mało mówi..
spokoloko
 
Posty: 14
Dołączył(a): wtorek 05 grudnia 2017, 20:10

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez gumik » sobota 23 czerwca 2018, 19:23

Cyryl napisał(a):ale powtarzam to zawsze; w szkole nauczyciel uczy całą klasę jednakowo, a jedni dochodzą do czegoś, inni wiodą średnie życie, a kolejni staczają się na dno.
a przecież dostali taki sam zasób wiedzy.

Chyba w utopii. Nie znam nauczyciela, ktory chocby podswiadomie, nie faworyzuje swoich pupili lub tez cos zupelnie przwciwnego wobec nielubianych uczniow.
"Krótki prawy zjazdowy" ;-) -> http://www.forum.prawojazdy.com.pl/viewtopic.php?f=3&t=35676&p=408094&hilit=kr%C3%B3tki#p408094
gumik
 
Posty: 2014
Dołączył(a): czwartek 15 września 2016, 18:14

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez Cyryl » sobota 23 czerwca 2018, 20:08

1. na stronach UM Wrocławia możesz znaleźć zdawalność poszczególnych OSK, ale mają też statystyki każdego instruktora, nie wiem czy można to znaleźć na stronach UM, czy można wystąpić o takie dane, ale niektóre OSK publikują to na swoich stronach (te które mają dobrą zdawalność).

2. Gumik chcesz powiedzieć, że dla faworyzowanych uczniów nauczyciel prowadzi dodatkowe lekcje?
lub podczas jednej lekcji dla niefaworyzowanych mówi coś innego lub mniej dokładnie?
z tego co piszesz wynika, że w Twojej szkole ci faworyzowani byli pytani częściej, mieli więcej zadawane i podczas oceniania nauczyciel stosował ostrzejsze kryteria.
Załączniki
Zdawalność 2017.jpg
Cyryl
 
Posty: 1287
Dołączył(a): niedziela 01 stycznia 2017, 19:54
Lokalizacja: Wrocław

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez spokoloko » sobota 23 czerwca 2018, 22:42

Takie coś powinno być w każdym mieście. Moim niestety nie ma. Chociaż czy zdawalność jest aż takim wyznacznikiem jeśli trafi się ktoś podatny na stres albo oporny..
spokoloko
 
Posty: 14
Dołączył(a): wtorek 05 grudnia 2017, 20:10

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez gumik » poniedziałek 25 czerwca 2018, 00:15

Cyryl napisał(a):2. Gumik chcesz powiedzieć, że dla faworyzowanych uczniów nauczyciel prowadzi dodatkowe lekcje?
Nie chodzi o sam fakt przekazania, bądź nie, informacji. Aspekt psychologiczny. Jak kogoś nauczyciel nieladnie potraktuje przy reszcie klasy, to potem taki bedzie siedział zamknięty jak puszka i żadna informacja do głowy nie wejdzie.
lub podczas jednej lekcji dla niefaworyzowanych mówi coś innego lub mniej dokładnie?
Pogadaj sobie z nauczycielami. Ilu z nich ma swoje ulubione klasy i najmniej ulubione? Czy ma taką sama chęć do pracy idąc do tej najgorszej klasy?

z tego co piszesz wynika, że w Twojej szkole ci faworyzowani byli pytani częściej, mieli więcej zadawane i podczas oceniania nauczyciel stosował ostrzejsze kryteria.
Nie wiem po czym to wnioskujesz. :D
"Krótki prawy zjazdowy" ;-) -> http://www.forum.prawojazdy.com.pl/viewtopic.php?f=3&t=35676&p=408094&hilit=kr%C3%B3tki#p408094
gumik
 
Posty: 2014
Dołączył(a): czwartek 15 września 2016, 18:14

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez jasper1 » poniedziałek 25 czerwca 2018, 06:41

Cyryl napisał(a):można sprawdzić, jeżeli instruktor ma dobrą średnią, to wina raczej po stronie uczącego się, jeżeli instruktor ma słabą średnią, to wiadomo.

A może ten kursant ma mniejsze predyspozycje albo nietypowy styl uczenia się i instruktor uczący wszystkich tak samo tego kursanta/tych kursantów nie potrafi nauczyć, więc zamiast się zastanowić jak do nich dotrzeć, zwalnia się z tego myśląc "to ich wina"?
"Jednakowo" jest wygodne dla nauczyciela i placówki oświatowej i tak zwanej masy, ale są uczniowie dla których jest zabójcze.

ale powtarzam to zawsze; w szkole nauczyciel uczy całą klasę jednakowo, a jedni dochodzą do czegoś, inni wiodą średnie życie, a kolejni staczają się na dno.

Z jednej strony predyspozycje do nauczenia się, uwarunkowania rodzinne, środowiskowe, ale z drugiej problem w tym, że uczy jednakowo, a ludzie uczą się różnie. Jest sporo uczniów, którzy u jednego nauczyciela mają problem z zaliczeniem przedmiotu, a u innego rozkwitają i nawet wybierają z sukcesem przedmiot jako kierunek studiów.
a przecież dostali taki sam zasób wiedzy.

W tym, rzecz, że nie dostali. To trochę tak jak na środku sali postawić półmisek z kanapkami i powiedzieć, że wszyscy dostali podczas gdy część uczniów siedzi w klatkach pod ścianą albo jest przykuta do kaloryferów.
O ile w nauczaniu w klasie często jej wielkość uniemożliwia zindywidualizowane podejście, to w nauczaniu indywidualnym metodyka powinna być zróżnicowana, dostosowana do konkretnego ucznia.

Prosty przykład: co to znaczy uważać. Coś zupełnie innego dla kogoś, kto uprawia sporty zespołowe - jest to uważać zbliżone do uważać kierowcy, a co innego dla pianisty czy korektora tekstów, którzy uczą się zawężania pola uwagi, by osiągnąć sukces. Trzeba ich najpierw nauczyć poszerzania pola uwagi zamiast ględzić, ze nie uważają, bo im oni bardziej uważają, tym gorszy efekt za kierownicą.
Strach przed porażką, przed wyjściem na głupka to główna przeszkoda w uczeniu się
Genius is one percent inspiration and ninety-nine percent perspiration
jasper1
 
Posty: 2219
Dołączył(a): wtorek 12 lutego 2013, 00:04

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez Cyryl » poniedziałek 25 czerwca 2018, 06:50

z tego co napisałeś można wywnioskować, że jeszcze nie zakosztowałeś dorosłego życia.
każda działalność szczególnie w dorosłym życiu, oprócz sukcesów niesie za sobą również możliwość porażek i statystycznie będzie ich podobna ilość.
jeżeli szef w firmie objedze Cię przy innych?
jeżeli Twój błąd w pracy sprawi, że są straty finansowe i odczują to inni pracownicy?
jeżeli klient, którego wydawało Ci się że potraktowałeś uprzejmie pójdzie ze skargą do szefa i dostanie Ci się po uszach?
to co: przestaniesz pracować? zamkniesz się jak puszka, gdy zaraz następne zadania? czy może zastrajkujesz?

masz jeszcze inne wyjście, jak jeden z uczestników forum: swoimi porażkami obarczyć wszystkich dookoła - klienta, szefa, zły komputer, telefon, pogodę i Bóg wie jeszcze co.

oczywiście, jednych uczy się lepiej innych trudniej, ale w szkole przy wielu uczniach wszyscy dostają ten sam zasób wiedzy, a to czy ją przyjmą, w jakim stopniu i w jaki sposób ją wykorzystają, na to już żaden nauczyciel nie ma wpływu.
zgodzę się z uwarunkowaniami społecznymi, z łatwością lub trudnością uczenia się poszczególnych uczniów, ale absolutnie nie zgodzę się z tym, że podczas jednej lekcji nauczyciel jest w stanie różnym grupom/osobom przekazywać inny zasób wiedzy.

przykład z naszego podwórka, wykłady przepisów: dlaczego uczestnicy tych samych wykładów zdają jedni za pierwszym razem, inni za drugim, a kolejni potrzebują 5 i więcej podejść. jaka jest w tym wina wykładowcy?

jasper1 napisał(a):...A może ten kursant ma mniejsze predyspozycje albo nietypowy styl uczenia się i instruktor uczący wszystkich tak samo tego kursanta/tych kursantów nie potrafi nauczyć, więc zamiast się zastanowić jak do nich dotrzeć, zwalnia się z tego myśląc "to ich wina"?...


jeżeli instruktor uczy powiedzmy 10 lat, to założenie że przez ten czas miał tylko "łatwych" kursantów i to pozwoliło mu osiągnięcie dobrej średniej i akurat nie potrafił (nie chciało mu się) dotrzeć do nas i to jest tylko i wyłącznie przyczyną porażki - nie jest moim zdaniem najszczęśliwszym spojrzeniem.
podczas roku, czasem miesiąca każdy z instruktorów trafia na różne przypadki.
to moim zdaniem jest całym urokiem tej pracy, bo każdy kursant to zagdaka, którą trzeba rozwiązać, nie ma możliwości uzyskania dobrych wyników tylko dzięki trafianiu na "dobrych" kursantów.
jeżeli instruktor ma dobrą zdawalność na przestrzeni dłuższego okresu, to znaczy że coś potrafi. nie jest to przypadkiem.
Cyryl
 
Posty: 1287
Dołączył(a): niedziela 01 stycznia 2017, 19:54
Lokalizacja: Wrocław

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez jasper1 » poniedziałek 25 czerwca 2018, 17:42

Cyryl napisał(a):z tego co napisałmożna wywnioskować, że jeszcze nie zakosztowałdorosłego życia. (...)

To było do mnie, czy do gumika?

masz jeszcze inne wyjście, jak jeden z uczestników forum: swoimi porażkami obarczyć wszystkich dookoła - klienta, szefa, zły komputer, telefon, pogodę i Bóg wie jeszcze co.

He, he, sam robisz to samo. Jak ktoś ma problem z nauczeniem się i zdaniem egzaminu, to jego wina, no bo instruktor, zwłaszcza z wynikami, to na pewno zrobił swoje dobrze. A prawda, jak to prawda, przeważnie gdzieś pośrodku, może zrobił najlepiej jak umiał, ale czy na pewno wystarczająco dobrze w tym konkretnym przypadku?

w szkole przy wielu uczniach wszyscy dostają ten sam zasób wiedzy, a to czy ją przyjmą, w jakim stopniu i w jaki sposób ją wykorzystają, na to już żaden nauczyciel nie ma wpływu.

Pisałam, że na zajęciach grupowych trudno mocno zindywidualizować metody nauczania, ale sposób przekazywania wiedzy ma znaczenie. Sztuka polega na tym, by mówić tak, by najmniej zdolni zrozumieli, a najzdolniejsi się nie zanudzili.
zgodzę się z uwarunkowaniami społecznymi, z łatwością lub trudnością uczenia się poszczególnych uczniów, ale absolutnie nie zgodzę się z tym, że podczas jednej lekcji nauczyciel jest w stanie różnym grupom/osobom przekazywać inny zasób wiedzy.

Metafora z cateringiem nie sprawdziła się, to powiem inaczej. Nauczyciel przekazuje ten sam zasób wiedzy, ale w sposób niezrozumiały, nieprzyswajalny dla części osób, wiec zasób przekazywał, ale nie przekazał, puzzle do siebie nie pasowały. Jak coś jeszcze dodatkowo iskrzy emocjonalnie na linii nauczyciel uczeń (zwłaszcza w szkole, gdzie poziom zależności wysoki) o czym pisał gumik, to tym gorzej, bo stres na drodze hormonalnej uniemożliwia zapamiętywanie materiału.

dlaczego uczestnicy tych samych wykładów zdają jedni za pierwszym razem, inni za drugim, a kolejni potrzebują 5 i więcej podejść. jaka jest w tym wina wykładowcy?

Pewnie, dlatego, że są leniwi. Zgadłam? Może coś jeszcze, może treść wykładu była podana zbyt trudnym językiem dla części grupy, może mają trudności w czytaniu ze zrozumieniem, może stosują niewłaściwe strategie uczenia się, może.., leniwi też mogą być.

jeżeli instruktor uczy powiedzmy 10 lat, to założenie że przez ten czas miał tylko "łatwych" kursantów i to pozwoliło mu osiągnięcie dobrej średniej i akurat nie potrafił (nie chciało mu się) dotrzeć do nas i to jest tylko i wyłącznie przyczyną porażki - nie jest moim zdaniem najszczęśliwszym spojrzeniem.
podczas roku, czasem miesiąca każdy z instruktorów trafia na różne przypadki.

Nie było mowy o 10 latach stażu, ani o wyłącznej przyczynie porażki, ale 10 lat też o niczym nie musi świadczyć.
Pytanie o to, czy ten instruktor jest dla mnie właściwym instruktorem jest bardzo zasadne, bez względu na to jak dobre instruktor ma średnie wyniki. Kursanta interesują jego własne wyniki pracy z tym konkretnym instruktorem, to czy ten instruktor ma jakieś remedium na jego własne, często dla niego samego niezrozumiałe ograniczenia.
jeżeli instruktor ma dobrą zdawalność na przestrzeni dłuższego okresu, to znaczy że coś potrafi. nie jest to przypadkiem.

Generalnie może tak być, ale w jakimś konkretnym przypadku nie potrafi zdiagnozować właściwie problemu i dlatego nie potrafi skutecznie pomóc konkretnemu kursantowi w przezwyciężeniu trudności. Co to właściwie jest ta wina po stronie uczącego się? Co się na nią składa? Może być też tak, że ludzie z problemami od dawna opuszczają tego instruktora na pewnym etapie nauki, bo ma ledwie przeciętne kompetencji, na egzamin ich nie wypuszcza, średniej mu nie psują.

Metody stosowane przez instruktora opisane przez autora wątku dalekie są od prób stawiania takiej diagnozy i szukania właściwych środków zaradczych.
Strach przed porażką, przed wyjściem na głupka to główna przeszkoda w uczeniu się
Genius is one percent inspiration and ninety-nine percent perspiration
jasper1
 
Posty: 2219
Dołączył(a): wtorek 12 lutego 2013, 00:04

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez Karlena » czwartek 19 lipca 2018, 12:36

No ja wiem, ze są różne, ale litości... 13 razy? Może powinien być jakiś limit. Typu - ktoś nie zdał 10 razy, to powtarza kurs. Ktoś nie zdał 50 razy - może robić kurs i podchodzić do egzaminu za 3 lata :) Jak dojrzeje. Różni ludzie, różne możliwości ;) Jakby takie limity nałożyli, to byłala taka burza, że strach. PS ostatnio jechalam koło WORDu. Widzialam tych ludzi w bladym oczekiwaniu na swoja kolej. I pomyslalam: matko, jak dobrze, ze mam to za sobą ;)
Karlena
 
Posty: 44
Dołączył(a): środa 07 września 2016, 12:48

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez Blacksmith » niedziela 22 lipca 2018, 00:31

Karlena napisał(a):No ja wiem, ze są różne, ale litości... 13 razy? Może powinien być jakiś limit.

A może limit na durne komentarze? W Polsce przy tej patologii egzaminu na PJ zdawanie nawet i 20 razy nie jest żadnym wstydem. Proszę nie być takim cwaniakiem z bańką w nosie.... "bo się mi przyfarciło", a inni niech mają teraz limity.
Służbistom, formalistom, namolnym ortografistom, przytakiewiczom, donosicielom, sodomitom, adwokatom diabła ... mówimy NIE!
Avatar użytkownika
Blacksmith
 
Posty: 868
Dołączył(a): środa 23 marca 2016, 15:54
Lokalizacja: München

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez Karlena » poniedziałek 13 sierpnia 2018, 23:28

Ja nie piszę, że zdawanie 13 czy 20 razy to jakiś wstyd. W ogóle nie użylam tego slowa. Napisalam jednak, że być może nie każdy jest stworzony do tego by być kierowcą. Po prostu. Albo nie może ogarnąc tego mentalnie, albo manualnie, jakkolwiek. Moja super inteligentna kolezanka (super inteligentna - nie jest tu ironią) nawet nie zaczyna kursu, bo ona nie ogranąć, że mogłaby jechać samochodem i poruszać się w ruchu ulicznym autem. Dla niej to zbyt stresujące i nie do pojęcia. ma lęki. Dlatego raz jeszcze podkreślam - to nie dla wszystkich. Co nie znaczy, że to wstyd.

Patologia w systemie egzaminowania - jak to nazwałeś - a na pewno istnieje. Aczkolwiek, żeby była odpowiedzialna kilkadziesiąt razy za oblanie egzaminu... nie sądzę.
Karlena
 
Posty: 44
Dołączył(a): środa 07 września 2016, 12:48

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez Blacksmith » wtorek 14 sierpnia 2018, 00:50

Oczywiście, że nie każdy jest stworzony do tego aby być kierowcą. Ale jeśli nie jest stworzony do tego aby jeździć autem to egzaminu po prostu nie zda nigdy (szczególnie Polskiego). Więc nie masz co się martwić, że taka osoba wyjedzie samodzielnie na szosy z PJ w ręku.
Zupełnie inaczej oczywiście wygląda sprawa z osobami umiejącymi jeździć ale mającymi "trudności" aby zdać Polski egzamin. Ale to już inna historia i inny temat.
Służbistom, formalistom, namolnym ortografistom, przytakiewiczom, donosicielom, sodomitom, adwokatom diabła ... mówimy NIE!
Avatar użytkownika
Blacksmith
 
Posty: 868
Dołączył(a): środa 23 marca 2016, 15:54
Lokalizacja: München

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez kolezankafilizanka » wtorek 14 sierpnia 2018, 09:53

Karlena napisał(a):JDla niej to zbyt stresujące i nie do pojęcia. ma lęki. Dlatego raz jeszcze podkreślam - to nie dla wszystkich. Co nie znaczy, że to wstyd


Lęki przed kierowaniem są częste u kobiet. Bywa jednak, że z lęku leczy wstrząs. Mąż, pan właściciel auta, staje się nagle inwalidą i Ty musisz zrobić pj, bo inaczej ugrzęźniecie w domu. Czasem dopiero sytuacja podbramkowa wykazuje, czy ktoś faktycznie "się nie nadaje". Mur, ściana - nie masz wyjścia. Musisz spróbować. To wtedy się okaże, jak jest naprawdę...
--
Kat. B od X 2016. Uczyłam się w clio, a teraz mam złoma i wio!
kolezankafilizanka
 
Posty: 235
Dołączył(a): wtorek 25 października 2016, 11:21
Lokalizacja: Wrocław

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez aurelia » wtorek 14 sierpnia 2018, 14:57

kolezankafilizanka napisał(a):Czasem dopiero sytuacja podbramkowa wykazuje, czy ktoś faktycznie "się nie nadaje". Mur, ściana - nie masz wyjścia. Musisz spróbować. To wtedy się okaże, jak jest naprawdę...


Zgadza się. Mam tylko nadzieję, że nie zawsze musi być to sytuacja podbramkowa. Może wystarczy tylko propozycja pracy w miejscu, gdzie nie da się dojechać inaczej niż samochodem? Tak czy inaczej - patrząc po sobie stwierdzam, że problem siedzi w głowie: najlepiej radzę sobie za kierownicą wtedy, kiedy ZAPOMINAM, że nie umiem jeździć i że się do tego nie nadaję...
aurelia
 
Posty: 41
Dołączył(a): piątek 25 maja 2018, 23:00
Lokalizacja: Warszawa

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Szkolenie kierowców

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości