Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Tutaj możecie zamieszczać opinie dotyczące kursów na prawo jazdy

Moderatorzy: ella, klebek

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez szymonix » środa 15 sierpnia 2018, 11:18

aurelia napisał(a):Może wystarczy tylko propozycja pracy w miejscu, gdzie nie da się dojechać inaczej niż samochodem?

Gdzieś czytałem wypowiedź usera, który nie mógł normalnie się doprosić żony aby zaczęła jeździć autem, w jaki sposób to ogarnęła - poszła do pracy.. Szefowa pewnego dnia rzuciła kluczyki, kazała jechać "tam i tam", na krzywą minę dwa słowa - "w CV ma pani wpisane posiadanie PJ" .. Pojechała i .. i pojechała.. Da się??
szymonix
 
Posty: 151
Dołączył(a): poniedziałek 14 maja 2018, 22:28

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez aurelia » czwartek 16 sierpnia 2018, 21:20

szymonix napisał(a):Gdzieś czytałem wypowiedź usera, który nie mógł normalnie się doprosić żony aby zaczęła jeździć autem, w jaki sposób to ogarnęła - poszła do pracy.. Szefowa pewnego dnia rzuciła kluczyki, kazała jechać "tam i tam", na krzywą minę dwa słowa - "w CV ma pani wpisane posiadanie PJ" .. Pojechała i .. i pojechała.. Da się??


Przypomniała mi się historia z moim byłym, który w wieku 18 lat zrobił prawo jazdy na maluchu, po czym przez kolejne 18 w ogóle nie jeździł. Pierwszy dzień w jego nowej pracy wyglądał tak, że wsadzili go do samochodu dostawczego i, nie zważając na protesty, kazali jechać, przecież prawko jest... początki były tragiczne (stłuczki, jazda pod prąd itp.), ale w końcu nauczył się całkiem przyzwoicie jeździć :)
aurelia
 
Posty: 38
Dołączył(a): piątek 25 maja 2018, 23:00
Lokalizacja: Warszawa

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez kolezankafilizanka » czwartek 30 sierpnia 2018, 07:08

aurelia napisał(a):Tak czy inaczej - patrząc po sobie stwierdzam, że problem siedzi w głowie: najlepiej radzę sobie za kierownicą wtedy, kiedy ZAPOMINAM, że nie umiem jeździć i że się do tego nie nadaję...


Czytam Twoje wpisy forumowe i nawet nie potakuję, bo i z większością zgadzam się w ciemno :)
Pamiętam sytuację, gdy miałam zacząć jazdy. Powtarzałam uparcie, bo ja stuknę, bo ja kogoś zabiję, bo ja się nie nadaję. :wow: Instruktor wtedy, z niezmąconym spokojem, powtarzał: "Ale dlaczego?" Olśniło mnie wtedy - jeżeli on nie widzi tego tak czarno, to może warto spróbować? Potem samodzielne kursy po mieście: najlepszym sposobem było obiecać komuś podwiezienie albo jakąś przysługę, i wtedy człowiek nie miał wyjścia, nie mógł się wycofać. Na każdego jest jakiś sposób.
--
Kat. B od X 2016. Uczyłam się w clio, a teraz mam złoma i wio!
kolezankafilizanka
 
Posty: 230
Dołączył(a): wtorek 25 października 2016, 11:21
Lokalizacja: Wrocław

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez Karlena » poniedziałek 10 września 2018, 21:26

No tak :) czyli... każdy jest inny i różnie bywa ;)
Karlena
 
Posty: 44
Dołączył(a): środa 07 września 2016, 12:48

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez szymonix » wtorek 11 września 2018, 10:31

aurelia napisał(a):w końcu nauczył się całkiem przyzwoicie jeździć

A wystarczyło wykupić ze 4 h w dobrym OSK, odbudować wiedze i nie byłoby tych "stłuczek itp.".. :lol:
aurelia napisał(a):z moim byłym

Czyli nie do końca ogarnął ??? :hmm:
kolezankafilizanka napisał(a):on nie widzi tego tak czarno

No przecież, że nie widzi.. Na was auto jedzie z przeciwka, macie mało miejsca i na gaz tylko ciut, ciut.. A przecież auto z przeciwka jedzie swoim pasem, kieruje nim doswiadczony juz kierowca. Zeby się zmieścic wystarczy skręcic kierownicą. I jechac z dozwoloną prędkościa, nie zamulać. :spoko:
kolezankafilizanka napisał(a):Twoje wpisy forumowe

Obie fajnie piszecie..
Taka odskocznia od szalonych postów w tematach ciężkich i zawiłych.
szymonix
 
Posty: 151
Dołączył(a): poniedziałek 14 maja 2018, 22:28

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez Karlena » wtorek 02 października 2018, 22:37

To zakrawa na scenariusz, albo chociaż początek książki. A propos scenariusza, to znacie jakieś dobre seriale z "drogą", kierowcami w tle? Nie wiem jakie są tu roczniki, ale kiedyś był taki kultowy serial "Zmiennicy" z Ewą Błaszyk. "Coś być musi do cholery za zakrętem" ;) Pamiętacie? Czy wyszłam na starą babcię (albo hipsterkę;) ).
Karlena
 
Posty: 44
Dołączył(a): środa 07 września 2016, 12:48

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez ks-rider » środa 03 października 2018, 12:17

szymonix napisał(a):A wystarczyło wykupić ze 4 h w dobrym OSK, odbudować wiedze i nie byłoby tych "stłuczek itp.".. :lol:


Ale pitolisz ! :mrgreen:

I Ty dasz sobie glowe obciac, ze po 4 h ........

Na poczatku mojej kariery mialem takiego Rosjanina ( 18 lat ). Moj szef ( 40 lat praktyki ) tez mu powiedzial, 6 h ! :help:

Wyjezdzil jeszcze chyba ze 40 :mrgreen:

Niedawno mlody 18 letni chlopak ( PJ placil jego szef ) potrzebowal z tego co pamietam 94 h.

Jezdzi chyba z 9 miesiecy, 4 stluczki. Od pol roku robi do posiadanej kat B rowniez kat E i z tego co wiem, trzy egzaminy oblal ( u mojego szefa ) . U mnie tez dopiero za 3 - cim razem zdal !

:wink:
ks-rider
 
Posty: 2426
Dołączył(a): sobota 19 grudnia 2009, 21:47

Re: Kurs kat. B, czyli moja tragedia...

Postprzez Blacksmith » środa 03 października 2018, 15:01

No cóż, tacy "umiejętni" też się zdarzają. Nawet w Niemczech. Przyjedź gdzieś na wiochę do Polski (np. wieś Gnojewo w pobliżu Elbląga), co trzeci to nawet równo na własnych nogach nie potrafi chodzić.

:wink:
Służbistom, formalistom, namolnym ortografistom, przytakiewiczom, donosicielom, sodomitom, adwokatom diabła ... mówimy NIE!
Avatar użytkownika
Blacksmith
 
Posty: 870
Dołączył(a): środa 23 marca 2016, 15:54
Lokalizacja: München

Poprzednia strona

Powrót do Szkolenie kierowców

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości